Podsumowanie roku 2025
Nie sądzę, żebym kiedykolwiek umieściła podsumowanie roku tak późno. Styczeń wessał mnie, przeżuł, wypluł - i wtem! mamy już luty. Siadałam do tej notki chyba już czterokrotnie, straciłam rachubę. Może tym razem się uda? Kiedy myślę o zeszłym roku, pierwsze słowo, jakie przychodzi mi na myśl, to poczucie zmęczenia. Nie, nie fizycznego, oczywiście - mentalnego. Zacznijmy od tego, że sporo chorowałam (nic poważnego, ale jednak irytujące, jako że nie cierpię być chora: grypa i covid, tydzień wiosną i dwa razy po trzy tygodnie latem i jesienią; do tego covid z utratą węchu na kilka dni w bonusie, pierwszy raz mi się to przydarzyło; węch na szczęście wrócił w 100%). Było też sporo badań i wizyt u lekarzy, zarówno moich, jak i rodziny i przyjaciół, tu jakieś drobne zabiegi, tam jakieś małe nieprzyjemności... ale generalnie wszystko byłoby w porządku i nic tak naprawdę wartego wzmianki, gdyby nie kwestia dwóch przypadków. W dwóch przypadkach bowiem (w kręgu polskiej rodziny i...