Czytanie cd. (50/n)
Jestem z siebie dumna, gdyż notką niniejszą mieszczę się pośrodku (między jedną a drugą parą) wyjazdów długoweekendowych (czyt. nie mam czasu w nadmiarze albo nawet wcale) - a jednak proszę, oto jest, czytajcie. Na czerwono to, co na pewno trzeba; niebiesko - to, co dostarczy rozrywki/interesującej/emocjonalnej lektury; kursywą to, co omijać, zwykłą czcionką - bez klasyfikacji. T. French , o której kryminale wspominałam na końcu poprzedniej notki o książkach, a którą poznałam dzięki Zuzance , wessała mnie jak odkurzacz - połknęłam wszystko, co przełożono już na polski (kiedyś chyba tu wspominałam, że nie lubię czytać książek w językach obcych, bo za bardzo kojarzy mi się to z pracą, podczas gdy czytanie po polsku to wysiłek zerowy, czyta się samo). Zaraziłam nią też A., którego kryminały nie interesują w ogóle, tak więc wyobraźcie sobie potęgę oddziaływania! Bez cienia przesady powiedzieć mogę, że to najlepsze kryminały, z jakimi miałam kiedykolwiek do czynienia. Nie wszyst...
