czwartek, 1 marca 2018

O absurdach i łamaniu prawa, czyli skrótowo o polskich urzędach.

Jakiś czas temu, podczas bytności w Polsce, założyłam sobie profil ePUAP. Bardzo się ucieszyłam, że jest taka możliwość i odtąd większość spraw (niestety nie np. złożenie wniosku o paszport) będę w stanie załatwić przez internet. W Polsce bywam rzadko, więc jest to mi bardzo na rękę. 

Biorąc pod uwagę, że jakiś czas temu wyszłam za mąż, a przy tej okazji zmieniłam nazwisko - myślałam, że jak tylko polski urząd zostanie o mojej zmianie nazwiska poinformowany, wprowadzą zmiany (lub ja sama będę mogła je wprowadzić) w systemie ePUAP i tym samym bez kłopotu złożę wniosek o nowy dowód: z nowym nazwiskiem. Jakaż byłam naiwna...

Pomijam już fakt, że USC z jakichś przedziwnych względów potrzebuje trzech tygodni (!) na przyjęcie do wiadomości zmiany stanu cywilnego - i że odmówili przyjęcia tej informacji, gdy próbowała to załatwić upoważniona osoba spoza rodziny... Otóż taka osoba rzekomo potrzebuje upoważnienia notarialnego. Przypominam, że aby je dostać, trzeba stawić się u notariusza we dwójkę OSOBIŚCIE; wiele źródeł w internecie twierdzi też, że powinno wystarczyć upoważnienie zwykłe. Mniejsza o to; urzędniczka stwierdziła, że upoważnienie nienotarialne ważne jest wyłącznie dla najbliższych członków rodziny. Przyjęłam to do wiadomości, sprawę - mimo odległości - ostatecznie załatwić musiał mój tata. 

Teraz okazuje się jednak, że... nie ma opcji zaktualizowania nazwiska w systemie ePUAP! Profil zaufany trzeba najpierw unieważnić (to można zrobić - cóż za łaska! - przez internet), później wystąpić OSOBIŚCIE z wnioskiem o nowy dowód. Następnie, dopiero po - znów OSOBIŚCIE - odebraniu go (co dla osoby mieszkającej poza Polską oznacza konieczność już dwóch wizyt; konsulaty dowodów nie wystawiają), móc uwierzytelnić wniosek o nowy profil ePUAP (jakby inaczej: OSOBIŚCIE!)

Jeśli chciałabym aktualny polski paszport, wówczas musiałabym lecieć po raz trzeci - bo zarówno złożenie wniosku, jak i odbiór, muszą zostać dokonane (kto zgadnie?) OSOBIŚCIE. Tak przy okazji - próbowałam już raz złożyć w Polsce wniosek o paszport, nie mając ważnego polskiego paszportu ani polskiego dowodu osobistego (tzn. data ważności w dowodzie była ok, ale przestał być ważny z racji zmiany adresu: wyprowadzki z Polski i wymeldowania). Miałam natomiast przy sobie inne ważne dokumenty ze zdjęciem (m.in. ważny paszport innego kraju oraz prawo jazdy), aktualny odpis polskiego świadectwa urodzenia, stary polski dowód i stary polski paszport. 

Podpunkt trzeci stosownej ustawy mówi o tym, że jeśli obywatela nie można zidentyfikować na podstawie ważnego dowodu ani paszportu, należy zidentyfikować go na podstawie innego ważnego dokumentu ze zdjęciem - jednakże kierownik biura paszportowego w Gdańsku stwierdził, cytuję, że "podpunkt trzeci jest mniej ważny" (!!!) i że jak chcę, to sobie mogę składać wniosek o paszport w konsulacie szwajcarskim. Pamiętam, że poczułam się jak w "Misiu" - dosłownie opadły mi ręce...
Domniemywam, że myśl ukryta w tym konkretnym przypadku złamania polskiego prawa była taka, żeby a) zionąć bezinteresowną nienawiścią bliźniego i móc zrobić mi problem b) żebym za paszport zapłacić musiała 500 PLN (bo taka jest jego cena w konsulacie polskim w Szwajcarii - podczas gdy w Polsce to 140 PLN).

Mieszkam w Szwajcarii - kraju dla mnie obcym, którego obywatelką nie jestem - od ponad sześciu lat. Nigdy, ani razu, w żadnym urzędzie nikt nie próbował tu zrobić mi jakiegokolwiek problemu. A miałam styczność z wieloma więcej urzędami niż w Polsce: emigracyjnym, podatkowym, celnym, urzędami miejskimi w paru miastach; dwukrotnie potrzebowałam wymienić prawo jazdy, uzyskać prawo jazdy międzynarodowe i po upływie ważności je też wymienić, dostać zaświadczenie o niekaralności czy braku długów... i jeszcze pewnie kilka rzeczy by się znalazło. 
Nikt nigdy nie próbował mi tutaj niczego utrudniać, opóźniać, udawać, że mnie nie rozumie - o łamaniu prawa nie wspominając. W urzędzie emigracyjnym stawić się OSOBIŚCIE musiałam tylko raz: była to rozmowa powitalna, okraszona otrzymaniem permitu oraz miliona pomocnych książeczek, wyjaśniających różne aspekty życia w Szwajcarii.
Potem już permit dostawałam za każdym razem pocztą (nawet nie musiałam wnioskować o nowy przy zmianie adresu, sami wysyłali!), to samo z prawami jazdy. Pytać o międzynarodowe poszłam za pierwszym razem osobiście - dostałam je do ręki po pięciu minutach. Przy wymianie z powodu zmiany nazwiska dostałam nowe prawo jazdy pocztą w mniej niż 24 h od złożenia wniosku. Można? Można. 

W Polsce mieszkałam znacząco dłużej, jednak styku z urzędami miałam zdecydowanie mniej: za to w pakiecie ogrom kłopotów. Prawie zawsze ktoś próbował tworzyć taki czy inny problem, podawane mi informacje były fałszywe lub niekompletne, musiałam stawiać się w różnych sprawach wyłącznie OSOBIŚCIE, czas oczekiwania na jakiekolwiek zaświadczenia wynosił minimum dwa tygodnie (!) Tu mogłabym wstawić np. jeszcze rozkoszną historię o tym, dlaczego nigdy nie dostałam zwrotu podatku za mój ostatni rok pracy w Polsce, ale ta notka jest już i tak długa; może innym razem. 
  
Jednym słowem, widać jasno, że cały ten system, z urzędnikami na czele, został stworzony i jest prowadzony w taki sposób, żeby obywatelowi maksymalnie utrudnić życie i wskazać mu, że jego miejsce jest na samym, samiutkim dole hierarchii. Że urzędnik nie jest po to, żeby petentowi pomóc - ale by mu przeszkodzić, nawet jeśli ma być to równoważne z łamaniem prawa. Oczywiście, każdy ma prawo złożyć skargę lub podać do sądu (czy to jest skuteczne, to już zupełnie inny temat). Mieszkając w Polsce, wielokrotnie to robiłam - acz nie uważam, że życie wypełnione ciągłym składaniem skarg jest życiem przyjemnym i optymalnym. 

Szkoda, że Polska tak bardzo nienawidzi własnych obywateli. 

4 komentarze:

  1. Wspolczuje przebojow z administracja :(
    A moze uda Ci sie zalatwic takie sprawy przez konsulat ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam się tam dodzwonić (z dowodem osobistym w niczym mi nie pomogą, ale może pozwoliliby uwierzytelnić nowe konto ePUAP przy użyciu niepolskich dokumentów). Niestety telefonu nikt nie odbierał, a na mejla też w ciągu paru dni nie odpisali...

      Usuń
  2. Wyobraź sobie moje zdziwienie kiedy przyszedłem do skarbówki we Francji: http://blog.lrem.net/2011/05/25/urzad-skarbowy/ ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ten pozytywny szok ;-) Tak to wygląda w normalnych krajach. Szkoda, że Polsce wciąż pod tym względem do nich tak daleko.

      Usuń