Ostatnia notka czytelnicza za rok 2025, czyli 169 z n, gdzie n okazało się być równe 169.

Wiem, mamy koniec marca 2026, a tymczasem notka o reszcie książek, przeczytanych w 2025 roku, pojawia się dopiero dziś, ale to naprawdę nie moja wina, że z każdym upływającym rokiem czas biegnie coraz szybciej! (Za to mam już prawie gotową kolejną notkę o książkach, za pierwszy kwartał 2026 i naprawdę liczę, że zdążę przed kwietniem).

Nie zwlekając więc już dłużej, przystąpmy do rzeczy.


(Na czerwono to, co na pewno trzeba; niebiesko - to, co dostarczy rozrywki/interesującej/emocjonalnej lektury; kursywą to, co omijać). 


"Null" S. Twardoch 

- o wojnie w Ukrainie. Brutalnie, prawdziwie i bez złudzeń: o tym, jak to jest być jednym z żołnierzy na pierwszej linii frontu, czyli właśnie "nullu". Bardzo dobrze napisane, bardzo depresyjne; dławi w gardle. Zdecydowanie polecam (a muszę tu zaznaczyć, że zazwyczaj książek o wojnie unikam, to chyba pierwsza, jaką w życiu przeczytałam).


"Harry Potter i Kamień Filozoficzny", "Harry Potter i Komnata Tajemnic", "Harry Potter i więzień Azkabanu", "Harry Potter i Czara Ognia", "Harry Potter i Zakon Feniksa", "Harry Potter i Książę Półkrwi", "Harry Potter i Insygnia Śmierci" J. Rowling 

- ponownie (po raz nie wiem już który, dziesiątki razy na pewno). To jedna z wielu moich comfort books. Należę do pokolenia, które książki o Harrym czytało na bieżąco, w miarę ich ukazywania się (to samo było zresztą z książkami Sapkowskiego - do dziś pamiętam to tęskne wypatrywanie w księgarni kolejnego tomu!) W liceum stworzyłam ze szkolną przyjaciółką projekt szkoły nauczającej magii - obejmujący zarówno potencjalne przedmioty nauczania, jak i to, jakim postaciom z książek fantasy i sf zaproponowałybyśmy dany nauczycielski etat. Tak więc jak widać, "Harry" nie mógł nie wywrzeć na mnie dobrego wrażenie - ale też i są to bardzo fajne książki dla nastolatka: o kłopotach rodzinno-szkolnych, przyjaźniach i pierwszych nastoletnich miłościach... i oczywiście o ratowaniu świata. Im dalej w las, tym poważniej się robi; ostatecznie ocieramy się wręcz o klimaty w rdzeniu swym, rzekłabym, wręcz chrześcijańskie; a przynajmniej jest to jedna z możliwych interpretacji. (Z tego właśnie powodu nieodmiennie mnie bawi absurdalna nienawiść części polskiego Kościoła Katolickiego do tych książek).


"Zimne wybrzeża" S. Twardoch

 - książka, którą mylnie wzięłam za nowość, tymczasem, jak się okazało, jest to wznowienie książki sprzed ponad piętnastu lat. Nieważne, nie czytałam wcześniej i z przyjemnością przeczytałam teraz. To zdecydowanie "lżejszy" Twardoch - kryminał, z akcją dziejącą się na Spitsbergenie, krótko po zakończeniu drugiej wojny światowej. Polecam. 


"Ten się śmieje, kto ma zęby" Z. Rudzka 

- to jest niewątpliwie interesująca książka, w sensie odmienności literackiej, jako że autorka ma bardzo specyficzną frazę... problem w tym, że ja tej frazy nie lubię. Podejścia do życia głównej bohaterki też nie lubię. Oto umiera mąż, Dżokej, puchną mu po śmierci stopy i wdowa stara się znaleźć dla niego buty, gdyż trza być w butach na wese^hhhh pogrzebie. To jest oś narracyjna, pretekst do rozważań i wspomnień tejże wdowy. Co mogę rzec. Mnie nie podeszło, ale warto wyrobić sobie własną opinię; to, że ja nie lubię lukrecji, nie znaczy, że nie przypada ona do gustu innym. 


"Koniec Empire Falls" R. Russo

- małe amerykańskie miasteczko i bardzo bogata stara dama, wpływająca od bardzo wielu lat - niekoniecznie w życzliwy sposób - na losy jego mieszkańców. Interesująca  galeria postaci, niezłe portrety psychologiczne. Życia Wam ta książka nie odmieni, ale jak najbardziej można.


"Na bogato. Jak się starzeć bez godności cz.2" M. Grzebałkowska, E. Winnicka 

- nie mam pojęcia, jak to wylądowało na moim czytniku, zwłaszcza że to część druga, a z  całą pewnością nie czytałam pierwszej. Dwie dziennikarki szukają drogi do bogactwa i sławy, wyruszając w Polskę starym samochodem. Książeczka (bo na książkę to raczej za krótkie) o niczym. Nawet nie to, że to jest złe - po prostu o niczym, znika z głowy natychmiast po przeczytaniu. Nie polecam.  



(jak już wspominałam, zdjęcia z Kindlem mam w liczbie niewystarczającej wobec liczby notek o książkach, więc proszę, oto ciacho -  doskonałe jak czytanie)

Komentarze

Popularne posty