Czytanie cd. (50/n)
Jestem z siebie dumna, gdyż notką niniejszą mieszczę się pośrodku (między jedną a drugą parą) wyjazdów długoweekendowych (czyt. nie mam czasu w nadmiarze albo nawet wcale) - a jednak proszę, oto jest, czytajcie.
Na czerwono to, co na pewno trzeba; niebiesko - to, co dostarczy rozrywki/interesującej/emocjonalnej lektury; kursywą to, co omijać, zwykłą czcionką - bez klasyfikacji.
T. French, o której kryminale wspominałam na końcu poprzedniej notki o książkach, a którą poznałam dzięki Zuzance, wessała mnie jak odkurzacz - połknęłam wszystko, co przełożono już na polski (kiedyś chyba tu wspominałam, że nie lubię czytać książek w językach obcych, bo za bardzo kojarzy mi się to z pracą, podczas gdy czytanie po polsku to wysiłek zerowy, czyta się samo). Zaraziłam nią też A., którego kryminały nie interesują w ogóle, tak więc wyobraźcie sobie potęgę oddziaływania!
Bez cienia przesady powiedzieć mogę, że to najlepsze kryminały, z jakimi miałam kiedykolwiek do czynienia. Nie wszystkie oczywiście są na jednakowym poziomie, ale to wciąż świetna rozrywka, z ciekawymi pomysłami, niegłupimi rozwiązaniami i doskonałą galerią postaci (choć widać, że pisane są one przez kobietę - bowiem sposób myślenia i autoanalizy, w książkach przedstawiany jako wewnętrzny narrator, jest hm, typowy raczej dla kobiet, większość mężczyzn nie myśli w ten sposób ani nie dokonuje tego typu analiz; ale oj tam, oj tam, kreowanie wiarygodnych genderowo postaci to nie aż taka powszechna umiejętność wśród pisarzy płci obojga, więc się nie czepiam).
W każdej książce z serii "Zdążyć przed zmrokiem" narratorem jest inna osoba (znana nam z książek poprzednich) z dublińskiego wydziału zabójstw.
"Zdążyć przed zmrokiem 2 - Lustrzane odbicie" - prościej będzie się skupić tu na negatywach, bo o pozytywach napisałam powyżej. To, co tutaj jest rażące, to bardzo, ale to bardzo mało prawdopodobny pomysł główny - ale jeśli przełknie się to, resztę czyta się dobrze (choć A. stwierdził, że za dużo tam było gadania o i analizy emocji i to go zmęczyło na tyle, że ten tom sobie odpuścił; do tego - podobnie jak mnie - nie podobała mu się nieprawdopodobność pomysłu bazowego). Narratorką jest Cassie, prowadząca bardzo nietypowe śledztwo w sprawie śmierci młodej kobiety.
"Zdążyć przed zmrokiem 3 - Bez śladu" - ślicznie zilustrowane pewne patologie (np. rodzinne) oraz to, jak brak wiary w siebie może całkiem dosłownie wpłynąć na życie (i śmierć) swoje i innych. Narrator to Frank, a śledztwo - choć oficjalnie prowadzone nie przez niego - dotyczy jego przeszłości.
"Zdążyć przed zmrokiem 4 - Kolonia" - brutalne i krwawe morderstwo u typowej średnioklasowej rodziny z dziećmi; narratorem jest Kennedy (swoją drogą, muszę spytać A., jak brzmiał oryginał jego przezwiska, jako że jego polskie tłumaczenie kompletnie mi nie pasuje), przy okazji mierzący się - jakżeby inaczej! - z demonami z własnej przeszłości (a konkretnie samobójstwem matki).
"Zdążyć przed zmrokiem 5 - Ściana sekretów" - bardzo przekonująco nakreślony obraz nastolatków płci obojga (łącznie z porcją irytacji, odczuwaną przez czytającą/ego, ale to akurat na plus za mistrzostwo kreacji). Jako kolejny irytujący dodatek - tym razem irytujący w znaczeniu zupełnej zbędności - elementy nadprzyrodzone; nie wiem zresztą po co wepchnięte do książki, bo nic do niej nie wnoszą. Śledztwo dotyczy morderstwa, powiązanego ze szkołą dla uprzywilejowanych nastolatków, do której uczęszcza córka Franka.
"Zdążyć przed zmrokiem 6 - Ostatni intruz" - śledztwo w sprawie - przynajmniej teoretycznie - banalnego do wyjaśnienia morderstwa; prowadzone przez Conway i Morana. Szybko okazuje się, że śledztwo nie jest jednak banalne. Ładnie i przekonująco o dylematach moralnych.
"Wiedźmie drzewo" - to książka spoza jakiejkolwiek serii i - moim zdaniem - najlepsza z książek French. To właściwie powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym; na kanwie relacji rodzinnych i przyjacielskich bardzo ładnie pokazane różne rodzaje wykluczenia i cierpienia. Narrator to młody człowiek, okaleczony na skutek brutalnego pobicia; w tle śledztwo w sprawie morderstwa.
oraz "Cal Hooper 1 - Z dala od świateł" - pierwszy tom kolejnego cyklu French, niedługo powinien ukazać się w Polsce następny (w oryginale są już 3). Tym razem głównym bohaterem jest policjant emerytowany i to policjant bynajmniej nie z Dublina rodem - a w tle: bardzo przekonująco nakreślony obraz wsi/małego miasteczka i mentalności jego mieszkańców. Na potężny minus - stosunek do zwierząt i związane z nimi sceny.
"Zima pożegnanych", "Samotnia" i "Pokuta" A. Kańtoch - pozycja pierwsza to czwarty i ostatni zarazem tom kryminałów o Krystynie Lesińskiej, pozostałe dwie to "oddzielne" kryminały. W "Zimie pożegnanych" Krystyna usiłuje pomóc młodemu sąsiadowi ocalić anonimową kobietę, prawdopodobnie będącą w niebezpieczeństwie. "Samotnię" już kiedyś czytałam - ociemniały po wypadku mężczyzna za towarzystwo i opiekunkę ma osobę twierdzącą, że jest jego żoną - on jednak wie, że to nie jest jego żona. W "Pokucie" tuż po zagadkowym zabójstwie na posterunku milicji pojawia się mężczyzna, twierdzący, że jest seryjnym mordercą.
Jakoś bardziej lubię teraz kryminały Kańtoch; i wszystkie te trzy mogę polecić jako dobrą rozrywkę.
"Dadzieja" A. Jadowska - to nie Aneta, to Anna Jadowska. Bardzo to polska książka - lata osiemdziesiąte, dwie siostry (z różnych ojców), ich umęczona życiem matka i małomiasteczkowa rzeczywistość z morderstwem w tle. Jest to sprawnie i nieźle napisane (tylko po cholerę te wtręty o znęcaniu się nad zwierzętami?...); wydaje mi się, że to także trafny portret wielu więzi siostrzanych (acz, nie posiadając siostry, znam takową wyłącznie z teorii). Jak najbardziej można.
"Szlachetne naczynie" M. Bargielska - prosto i bardzo prawdziwie o nastolatce z bulimią: jej pobycie w szpitalu psychiatrycznym, ale przede wszystkim o genezie choroby - czyli jej rodzinie. To ostatnie tak naprawdę dopiero pod koniec książki i wydaje się wręcz urwane, nie opisane do końca... z drugiej strony, cóż tu można dodać. Nie mogłam nie wspominać zajęć praktycznych podczas moich pierwszych studiów, które to zajęcia odbywały się właśnie w szpitalach psychiatrycznych: jeden semestr w szpitalu dla dorosłych, kolejny - dla dzieci i młodzieży. Minęło od tego czasu bardzo wiele lat, ale wszystkich poznanych wówczas pacjentów i ich przypadki pamiętam doskonale do dziś. Była wśród nich też młoda kobieta z bulimią i takim ojcem, że właściwie każdy psychiatra i psycholog po przeanalizowaniu przypadku zalecał jej zerwanie wszelkich kontaktów (a pamiętajmy, że w tamtych czasach pokutowało przecież jeszcze przekonanie, że rodzina jest święta i z kim jak z kim, ale z rodzicami, nawet kompletnie niezasługującymi na to miano, kontaktu zrywać się nie powinno). Znać, że Bargielska doskonale wie, o czym pisze.
"Billy i Miniputki" R. Dahl - dla dzieci i młodszej młodzieży. Billy, wbrew ostrzeżeniom Mamy, udaje się do lasu, gdzie są Potwory... ale są też Miniputki, czyli rodzaj krasnoludków. Króciutkie. Mnie się podobało, choć pewnie gdybym miała pięć latek, podobałoby mi się o wiele bardziej, wiadomo.
"Szkoła bardzo prywatna" C. Spencer - czyli wspomnienia z podstawówki z internatem Charlesa Spencera, brata tragicznie zmarłej 29 lat temu (to już naprawdę tyle?! oczywiście najpierw się pomyliłam i napisałam 19...) księżnej Diany. Typowa brytyjska szkoła dla dzieci najbardziej uprzywilejowanych, czyli wszelkie rodzaje przemocy, molestowanie i zaniedbywanie w pakiecie (przynajmniej jeśli wierzyć książkom, które czytałam, jako że sama do takiej szkoły nie uczęszczałam - i choć mam bardzo złe wspomnienia z podstawówki, ale przynajmniej nie ma wśród nich molestowania i bicia, na całe moje szczęście nie byłam też w internacie, tylko mogłam codziennie na powrót chronić się w bezpiecznym i kochającym domu). Czuję się zdumiona, że wśród uczęszczającej tam młodzieży nie było wyższego odsetku samobójstw - z drugiej strony, jak pisze Charles, a wbrew bufoniastemu stwierdzeniu Nietzschego, stare rany potrafią mocno dokuczać nawet po upływie połowy stulecia (a przypominam, że mówimy o pokoleniu, któremu na wszelkiego rodzaju terapie mocno nie po drodze... szczególnie jeśli dany przedstawiciel jest płci męskiej).
"Enola Holmes i sprawa tajemniczego zniknięcia księżnej" N. Springer - szósty tom przyjemnej kryminalnej serii dla dzieci/młodzieży. Ten niestety jest ciut słabszy - ze względu na (niezbyt prawdopodobne fabularnie) rozwiązanie problemu Enoli z braćmi; być może ktoś autorce powiedział, że ojej ojej, dla dzieci powinno być słodziej, lżej i bez takiego napięcia - jeśli tak, to szkoda, że posłuchała. (Ale i tak doczytam tę seryjkę do końca, wiadomo).
"Enola Holmes i sprawa czarnego powozu" - tom siódmy, rzekomo zmarła żona szlachcica, jej siostra w to nie wierzy, Enola podejmuje śledztwo. Tu znów mamy nieco większe napięcie niż w tomie poprzednim - a przy okazji ponure (dla dorosłej osoby czytającej) refleksje odnośnie poruszonej tematyki (nie zdradzę jakiej, by nie spojlować).
"Enola Holmes i sprawa brawurowej ucieczki" - tom ósmy, refleksje analogiczne jak przy tomie poprzednim: tym razem poruszona została tematyka władzy prawnej mężczyzn nad kobietami w czasach wiktoriańskich.
Tom dziewiąty się czyta.
"Coś niebieskiego" E. Giffin - moje guilty pleasure, czyli autorka cyklu o Zakupoholiczce, prezentująca niezbyt niesympatyczną główną bohaterkę, zdradzającą narzeczonego tuż przed ślubem (z jego niedoszłym drużbą) i zarazem, raczej mało konsekwentnie, bardzo urażoną odkryciem, że on zdradzał ją też (z niedoszłą druhną, a i zarazem najlepszą przyjaciółką). Oczywiście, po wielu perypetiach i postępowaniu bohaterki jak żywcem wyjętym z pewnych reality show, rzecz kończy się szczęśliwie (żaden to spojler, to przecież Giffin, od początku wiemy, na czym stoimy - nie wiemy tylko, w jaki dokładnie sposób tam dojdziemy). Bardzo przydatne dla tzw. odmóżdżenia.
"Zgaduj dalej" C. Donlea - kryminał. Ginie nastolatka, sprawa jest nierozwiązana; wiele lat później nagle wydarza się coś, co powoduje, że detektyw ongiś próbujący ją rozwiązać, musi znowu do niej powrócić. Rozwiązanie zagadki jest boleśnie wprost nielogiczne, darujcie sobie.
Komentarze
Prześlij komentarz