Przejdź do głównej zawartości

Moje osobiste podsumowanie roku 2018.

Kategorie takie jak w zeszłym roku, czyli: 

1) kategoria "życie osobiste":

najważniejszym wydarzeniem roku był dla mnie mój i A. ślub (tym razem polski) oraz nasze wesele, które świętowaliśmy w najlepszym z możliwych towarzystwie: naszej rodziny, przyjaciół i znajomych. Miałam możliwość przekonać się, jak wyglądają polskie tradycje i rytuały weselne od tej drugiej strony, od jakiej ja ich jeszcze nie znałam: wzruszenie towarzyszące wybieraniu sukni ślubnej i welonu (i opijanie podjętego wyboru - wraz z przyjaciółką - niezwłocznie zaserwowanym nam szampanem!); przymiarki; szukanie z mamą butów; przygotowania pierwszego tańca... a potem lot do Polski: życzenia i prezenty na pokładzie samolotu; i poranek weselny: bycie czesaną i malowaną; mama i przyjaciółki upinające mi welon; a potem już sama uroczystość: tata prowadzący mnie do A.; składanie przysięgi i wymiana obrączek; przyjmowanie życzeń i uścisków; błogosławieństwo ze strony rodziców; rzucanie kieliszkami; bycie przenoszoną przez próg; nasz pierwszy taniec (i wszystkie następne!); wspólne krojenie tortu; rzucanie bukietem - i zabawa aż do świtu, który nadszedł po prostu błyskawicznie... (Tak, zdaję sobie sprawę, że poświęciłam już temu tematowi całą jedną notkę, ale jako że to jeden z najcudowniejszych dni mojego życia, uwielbiam wracać do niego myślami!)

2) kategoria "podróże":
- kilka tygodni spędzonych w USA: i zarazem mój pierwszy raz w Ameryce Północnej kontynentalnej oraz pierwszy raz na skalistej pustyni; i pierwsze w życiu oglądanie z bliska i na dziko wielorybów i kolibrów (a także wielu innych zwierząt); szaleństwa lunaparkowe, jakich jeszcze nigdy nie doświadczyłam; oraz - spożywanie napojów alkoholowych we wnętrzu gigantycznej wanny (co już robiłam)... wysoko w górach (w takiej kombinacji jeszcze nie)
- świętowanie ślubu i wesela kumpla, czyli Warszawa (dla A. po raz pierwszy); degustacje tortów, czyli Gdańsk
- po raz pierwszy wspólnie z mężem Portugalia (a konkretnie Faro)
- podróż poślubna numer dwa, czyli Zanzibar
- jak zwykle: dziesiątki nowych miejsc w Szwajcarii (oraz austriacki Innsbruck)

3) kategoria "jedzenie"
- zdecydowanie był to rok pod znakiem wyśmienitych ostryg! zjadłam ich więcej niż kiedykolwiek wcześniej w życiu
- rewelacyjne menu degustacyjne w "wieży Eiffela" w Las Vegas
- fajne eventy "kuchnie świata" w kilku różnych miastach

4) kategoria "różne"
- zaprzyjaźniłam się ze świetną kobietą
- znalazłam bardzo fajną pracę w zupełnie nowej dla mnie branży 
- znaleźliśmy (w błyskawicznym tempie!) nowe mieszkanie (takie, o jakim marzyłam, odkąd przyjechałam do Szwajcarii), a co za tym idzie:
- po raz kolejny, odkąd tu mieszkam, przeprowadziłam się (i eksploruję kolejny już region Szwajcarii)
- większość czasu marnowanego (w internecie) zamieniłam na czas spędzany owocnie w rzeczywistości (ze szczególnym uwzględnieniem: ludzie i książki)
- i ostatnie, a zarazem najważniejsze: nauczyłam się doceniać największy swój skarb: czyli miłość i przyjaźń, jaką jestem na co dzień otoczona; a także życzliwość, z jaką nieustająco się stykam - i szczęście, jakie mam (w kwestiach ważnych i w drobiazgach)!

...i tego ostatniego właśnie życzę też wszystkim Czytającym. Do siego roku!

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Szwajcarska emerytura.

Co prawda, jest to w moim przypadku pieśń bardzo odległej przyszłości, niemniej jakiś czas temu uznałam, że pora temat zgłębić i przedsięwziąć coś konkretnego. Oczywiście, jest bardzo możliwe, że na przykład za pięć lat wielki meteoryt wymaże rasę ludzką z powierzchni tego pięknego globu, ale póki mamy status quo, lepiej jest sobie jednak tę przyszłość choć minimalnie zaplanować.
Emerytura w Szwajcarii składa się z trzech filarów. Dwa z nich są obowiązkowe, trzeci dobrowolny. 
Filar pierwszy to tak zwane AHV (Alters- und Hinterlassenenversicherung). Jest to, ujmując rzecz skrótowo, emerytura gwarantowana przez państwo (a także ubezpieczenie zapewniające rentę inwalidzką). Składki na ten cel odciągane są z pensji, a ich wysokość jest procentowa (dokładnie wynosi ona 8.4%), czyli osoby zarabiające lepiej będą wpłacać do kasy AHV więcej, niemniej nadwyżki zostaną w tym wypadku przeznaczone na "wyrównanie" dla osób zarabiających bardzo mało (tzw. system sprawiedliwości społeczn…

Bezrobocie w Szwajcarii - czyli Arbeitsamt i RAV.

Dla tych co tl;dr - jak w tytule.
Od razu na wstępie zastrzegam: wszystkie przypadki bezrobocia w Szwajcarii, jakie bliżej znam - wliczając mój własny - dotyczą ludzi, którzy najpierw tu co najmniej kilka lat przepracowali na umowach na czas nieokreślony, z pozwoleniami typu B lub C. I taki też przypadek - od strony "technicznej" - będzie opisany w tej notce. Z oczywistych względów* nie opisuję na blogu kwestii, z jakimi styku nie miałam, czyli na przykład bezrobocia na innych permitach; albo bezrobocia przy niepracowaniu w Szwajcarii nigdy wcześniej, itd. Nie wiem też, czy przepisy dla bezrobotnych w Luzern są takie same jak w innych kantonach. Jeśli macie chęć uzupełnić te braki w komentarzach - zapraszam serdecznie.
Jak kiedyś już tu na blogu wspominałam, każda osoba, która pracuje w Szwajcarii na umowie o pracę, co miesiąc uiszcza składkę na tzw. ubezpieczenie od bezrobocia. Dopóki nie zapoznałam się z tematem bliżej, sądziłam, że oznacza to, że gdy traci się pracę, aut…

M(w)iejskie życie.

Dla tych, co tl;dr - #problemyświatazerowego, #życieniejestidealne
Czytam sobie bloga o Paryżu, tego oto. Żal mi ogromnie, że autorka praktycznie już nie pisze - bo rzadko zdarza się ktoś, kto z taką maestrią i lekkością potrafi odmalować rzeczywistość, w jakiej żyje - tak, że czuję, jakbym tam była. Czytając, myślę o tym, czego mi w Szwajcarii brakuje - brakuje dlatego, że kraj jest po prostu... fizycznie mały. Brakuje mi tu otóż - miast. Miast z prawdziwego zdarzenia, wielkich; takich, w których można się zgubić, które poznaje się latami, w których życie zamiera dopiero w samym środku nocy albo nawet nigdy. Jestem dzieckiem miejskim - w mieście się urodziłam, w mieście wychowałam, w mieście spędziłam większość życia. Małe szwajcarskie miasta, miasteczka i wioski cenię sobie, owszem - jako urokliwe miejsca do spacerów; obrazki do fotografowania, z których z zapałem wyłuskuję pojedyncze elementy - barwne, fascynujące, czasami śmieszne. Uwielbiam je i mam do nich ogromny sentyment. Na…