Przejdź do głównej zawartości

Moje osobiste podsumowanie roku 2017.

Podobno człowiek jest młody tak długo, jak długo uczy się czegoś nowego oraz robi to czy owo po raz pierwszy w życiu. Jeśli przyjąć tę definicję (a bardzo mi się ona podoba!), to starość nie grozi mi jeszcze długo. 
A tymczasem poniżej lista rzeczy, które zrobiłam w mijającym roku po raz pierwszy w życiu (a zarazem podsumowanie, jaki był dla mnie ten rok).

1) kategoria "życie osobiste"
To, co było dla mnie w tym roku najważniejsze i najpiękniejsze:
- zaręczyłam się
- wyszłam za mąż

Z czym wiąże się m.in. to, że byłam bohaterką świetnego wieczoru panieńskiego (dzięki raz jeszcze, dziewczyny - a szczególnie Tobie, A.!) oraz odbyłam ceremonię wybierania obrączek, w Szwajcarii bardzo fajną.

2) kategoria "podróże"
- pojechałam na trzy tygodnie do Ameryki Południowej - a konkretnie Brazylii
- odwiedziłam Lazurowe Wybrzeże
- po raz pierwszy pojechałam do Barcelony razem z mężem
- odwiedziłam dziesiątki nowych miejsc w Szwajcarii
- w ramach podróży poślubnej pojechałam na Seszele - najpiękniejszego miejsca na Ziemi, w jakim do tej pory byłam

A z tym wiąże się m.in. to, że: 
- prowadziłam samochód na innych kontynentach (a właściwie wyspach - Seszelach i brazylijskiej Florianopolis)
- nauczyłam się nurkować z maską (wcześniej nurkowałam tylko z butlą i resztą oprzyrządowania)
- byłam na kamienistej plaży (zdecydowanie wolę piaszczyste!)
- leciałam maleńkim, zaledwie kilkuosobowym samolotem
- jechałam najbardziej stromą kolejką szynową w Europie
- oraz kolejna kategoria...

3) kategoria "jedzenie"
Poza tym, że cieszyłam zmysł smaku tysiącami różnych potraw, wśród których część jadłam po raz pierwszy (jeśli mam możliwość spróbować czegoś, czego jeszcze nie jadłam, zawsze to robię), na szczególną uwagę zasługuje to, że:
- w Brazylii jadłam najlepsze na świecie owoce morza (żadne inne, które jadłam do tej pory nie umywają się do brazylijskich!)
- we Francji jadłam ostrygi "na zimno", które po ostrygach brazylijskich (takich na parze albo takich zalanych żółtym serem) nie wzbudziły we mnie niestety oczekiwanego entuzjazmu 
- odwiedziłam (już kilkakrotnie i zamierzam wracać tak często, jak się da!) szwajcarską miejscowość Gruyères, gdzie serwują najlepszą na świecie śmietanę (np. z owocami) oraz doskonałe fondue

4) kategoria "różne"
- powiększyliśmy rodzinę o trzeciego kota
- zrezygnowałam z niesatysfakcjonującej, nieciekawej pracy
- przejechałam jako kierowca tysiące kilometrów
- nauczyłam się tankować (tak, wcześniej zawsze ktoś robił to za mnie)
- odważyłam się wreszcie pojechać rollercoasterem Silver Star (i było rewelacyjnie! siedzieliśmy oczywiście na samym przedzie)
- zaczęłam uczyć się francuskiego
- zjechałam do wody z 200 m zjeżdżalni (zyskując dzięki temu największego sińca w życiu! na szczęście dawno już zniknął)
- byłam na paru eventach zawodowych (przeznaczonych tylko dla kobiet, dzięki czemu miałam możliwość poznać kilka naprawdę świetnych dziewczyn).  

To był doskonały rok, pełen dobrych zmian i wydarzeń. Mam nadzieję, że następny co najmniej mu dorówna - czego serdecznie Wam i sobie życzę!

Komentarze

  1. Kolejnego równie udanego roku!

    OdpowiedzUsuń
  2. Na samą myśl o tej zjeżdżalni już mi słabo. Która to?
    Rok naprawdę udany :) Życzę, żeby następny był jeszcze lepszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zjeżdżalnia - objazdowa, była w lecie w kilku szwajcarskich miastach (co weekend w innym).
      Dziękuję i wzajemnie! :-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Szwajcarska emerytura.

Co prawda, jest to w moim przypadku pieśń bardzo odległej przyszłości, niemniej jakiś czas temu uznałam, że pora temat zgłębić i przedsięwziąć coś konkretnego. Oczywiście, jest bardzo możliwe, że na przykład za pięć lat wielki meteoryt wymaże rasę ludzką z powierzchni tego pięknego globu, ale póki mamy status quo, lepiej jest sobie jednak tę przyszłość choć minimalnie zaplanować.
Emerytura w Szwajcarii składa się z trzech filarów. Dwa z nich są obowiązkowe, trzeci dobrowolny. 
Filar pierwszy to tak zwane AHV (Alters- und Hinterlassenenversicherung). Jest to, ujmując rzecz skrótowo, emerytura gwarantowana przez państwo (a także ubezpieczenie zapewniające rentę inwalidzką). Składki na ten cel odciągane są z pensji, a ich wysokość jest procentowa (dokładnie wynosi ona 8.4%), czyli osoby zarabiające lepiej będą wpłacać do kasy AHV więcej, niemniej nadwyżki zostaną w tym wypadku przeznaczone na "wyrównanie" dla osób zarabiających bardzo mało (tzw. system sprawiedliwości społeczn…

Bezrobocie w Szwajcarii - czyli Arbeitsamt i RAV.

Dla tych co tl;dr - jak w tytule.
Od razu na wstępie zastrzegam: wszystkie przypadki bezrobocia w Szwajcarii, jakie bliżej znam - wliczając mój własny - dotyczą ludzi, którzy najpierw tu co najmniej kilka lat przepracowali na umowach na czas nieokreślony, z pozwoleniami typu B lub C. I taki też przypadek - od strony "technicznej" - będzie opisany w tej notce. Z oczywistych względów* nie opisuję na blogu kwestii, z jakimi styku nie miałam, czyli na przykład bezrobocia na innych permitach; albo bezrobocia przy niepracowaniu w Szwajcarii nigdy wcześniej, itd. Nie wiem też, czy przepisy dla bezrobotnych w Luzern są takie same jak w innych kantonach. Jeśli macie chęć uzupełnić te braki w komentarzach - zapraszam serdecznie.
Jak kiedyś już tu na blogu wspominałam, każda osoba, która pracuje w Szwajcarii na umowie o pracę, co miesiąc uiszcza składkę na tzw. ubezpieczenie od bezrobocia. Dopóki nie zapoznałam się z tematem bliżej, sądziłam, że oznacza to, że gdy traci się pracę, aut…

M(w)iejskie życie.

Dla tych, co tl;dr - #problemyświatazerowego, #życieniejestidealne
Czytam sobie bloga o Paryżu, tego oto. Żal mi ogromnie, że autorka praktycznie już nie pisze - bo rzadko zdarza się ktoś, kto z taką maestrią i lekkością potrafi odmalować rzeczywistość, w jakiej żyje - tak, że czuję, jakbym tam była. Czytając, myślę o tym, czego mi w Szwajcarii brakuje - brakuje dlatego, że kraj jest po prostu... fizycznie mały. Brakuje mi tu otóż - miast. Miast z prawdziwego zdarzenia, wielkich; takich, w których można się zgubić, które poznaje się latami, w których życie zamiera dopiero w samym środku nocy albo nawet nigdy. Jestem dzieckiem miejskim - w mieście się urodziłam, w mieście wychowałam, w mieście spędziłam większość życia. Małe szwajcarskie miasta, miasteczka i wioski cenię sobie, owszem - jako urokliwe miejsca do spacerów; obrazki do fotografowania, z których z zapałem wyłuskuję pojedyncze elementy - barwne, fascynujące, czasami śmieszne. Uwielbiam je i mam do nich ogromny sentyment. Na…