Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2012

O dżemie i butach, czyli co ja tu właściwie robię.

Na wszelkich wyprawach mam aktualnie okazję zapoznać się zjawiskiem, które niestety nie występuje w Polsce - mianowicie przydrożnymi/przydomowymi sklepikami/straganami, sprzedającymi domowe owoce/warzywa/przetwory (np. dżemy, konfitury, soki)/jajka/pieczywo itp. Co jest w nich takiego specyficznego? Samoobsługowość - nikt tych sklepików ani straganików nie pilnuje. Towar leży wyłożony, są karteczki z ceną, jest też metalowa kasetka, do której należy wrzucić odliczoną kwotę pieniędzy. Liczy się na uczciwość przechodzącego potencjalnego klienta - i najwyraźniej uczciwi wciąż są w większości, skoro stragany i sklepiki nadal mają rację bytu. Dla mnie jest to zjawisko absolutnie urocze - i bardzo praktyczne. Wędruje się bowiem z dala od sklepów, a tu człowiek zaczyna być głodny czy spragniony... z domu wziął tylko wodę i praktyczne, nierozpuszczające się w upale ciastka, na które nie ma ochoty - i nagle, proszę, stragan, koszyczek czereśni za 3,50; nic, tylko kupować i jeść. A domowej rob…