Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2017

Motoryzacyjnie.

Dla tych, co tl;dr - ja vs samochód, historia prawdziwa. 
Moja historia, związana z prowadzeniem pojazdów typu samochód jest długa - i gdyby miała konto na Facebooku, niewątpliwie musiałybyśmy ustawić status relacji na "to skomplikowane". 
Większość osób z mojego otoczenia zdała prawo jazdy w wieku lat szesnastu, tuż przed lub po tym fakcie rozpoczynając regularną jazdę i ćwicząc tym samym na co dzień świeżo nabyte umiejętności. Ja zaś żyłam sobie w wersji "jestem dzieckiem", czyli wożona od czasu do czasu tu i tam - wkrótce zaś potem "wybyta" na studia, daleko od domu rodzinnego. Tym samym woziłam się już sama - komunikacją miejską. Nie było niestety opcji, by ktoś kupił mi samochód, sama również nie miałam na to środków - kwestia posiadania prawa jazdy nie zaprzątała mi zatem zbytnio głowy.  
Nadszedł wszakże moment w moim życiu, gdy odpowiednie władze zadecydowały, że dziś co prawda jeszcze kurs prawa jazdy kosztuje x, wszelako od dnia n, w związku z …

Alpy. I więcej nic.

Dla tych, co tl;dr - o tym, co kocham, czyli o górach.


Z pewnym zaskoczeniem zdałam sobie sprawę, że nigdy nie poświęciłam żadnej notki aktywności, którą uwielbiam i która stanowi znaczną część mojego życia w Szwajcarii - a mianowicie chodzeniu po górach. Gdy tylko pogoda dopisuje, spędzam na wędrówkach praktycznie każdy dzień wolny. (Skalę zjawiska być może zilustruje fakt, że minęło ponad pięć lat, a ja nadal tak samo cieszę się i wyczekuję na każdy słoneczny weekend. To musi być miłość...)



Nie jest oczywiście możliwe, żebym opisała każde z miejsc, jakie odwiedziłam w ciągu ostatnich pięciu lat; a to z prostego powodu - są ich setki. Należę do osób, które w restauracji czy barze zamawiają przede wszystkim te rzeczy, których jeszcze nie znają, jeśli tylko są takie w menu - i ta sama tendencja widoczna jest w innych aspektach mojego życia, na przykład właśnie wycieczkach górskich. Wpływ na wybór miejsca ma również pogoda - niejednokrotnie jeździłam na drugi koniec Szwajcarii właśnie …

Słów kilka o przygodach w kraju ojczystym.

Jako że A. parę miesięcy temu zadał mi pewne ważne pytanie, a ja udzieliłam na to pytanie odpowiedzi pozytywnej, planuję wkrótce zmienić tak zwany stan cywilny. Ponieważ odbędzie się to w Szwajcarii, tym samym miałam okazję zapoznać się z wymaganiami, które trzeba spełnić, aby zmiana ww. stanu stała się prawnie możliwa. (Rozpatrywany przypadek dotyczy ślubu Szwajcara i Polki, nie mam pojęcia, jak wygląda to przy innych kombi- - nomen omen - nacjach).

Otóż, co zapewne nikogo nie zdziwi, najpierw zgromadzić należy kilka papierów. W przypadku moim, czyli cudzoziemki, konkretnie są to: dowód osobisty lub paszport, poświadczający obywatelstwo (w przypadku posiadania kilku obywatelstw, jeśli chcemy mieć informację o nich w ślubnych papierach, trzeba posiadać odpowiednio kilka dowodów lub paszportów; jeśli takiej informacji nie chcemy, w zupełności wystarczy jeden); kopia permitu; odpis zupełny aktu urodzenia oraz jego tłumaczenie przysięgłe, a także zaświadczenie o stanie cywilnym lub zaśw…