Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2012

Garść przemyśleń, czyli - ile ja tu już jestem?!...

Nieoczekiwanie dla samej siebie odkryłam, że w Szwajcarii mieszkam już ponad pół roku (ba, ponad siedem miesięcy... przyjechałam tu przecież w połowie października). Nie będę oryginalna, stwierdzając kolokwialnie, że czas zapieprza jak dziki - i o osłupienie przyprawia mnie fakt, że od roku n, który był dopiero co i który tak świetnie pamiętam, minęło już TRZYNAŚCIE lat. Dzieci, które wtedy się urodziły, mają dziś trzynaście lat!... Brrr, straszne. Ktoś z pewnością coś zepsuł, to przecież nie powinno być tak? Nie tak szybko? W każdym razie, powracając od dygresji do meritum - przyszło mi do głowy podsumowanie czasu spędzonego tutaj. Ciąg dalszy traktował będzie (co za niespodzianka!) również o mnie - a konkretnie moich odczuciach, wrażeniach, tęsknotach itp. itd., tak więc jeśli ktoś nie jest zainteresowany tym tematem, to lojalnie uprzedzam, że nie ma po co czytać dalej tej konkretnej notki. 
To, co nie uległo jak dotąd zmianie, to pierwsze wrażenie: podoba mi się tutaj. Najważniejs…

Powrót do przeszłości, czyli bazylejski karnawał.

Karnawał w Bazylei obchodzony jest hucznie - wiele firm/sklepów w tym czasie krócej pracuje; niektóre firmy przewidują dla pracowników kilka dni urlopu lub pracę zdalną, żeby można było należycie się skupić... jako że każdego dnia ulicami miasta maszerują przebierańcy, grający na najrozmaitszych instrumentach. Bazylea nie jest bardzo dużym miastem (jakieś 3x mniejszym od Gdańska), pojęcia zatem nie mam, skąd bierze się aż tylu uczestników parady karnawałowej - wygląda, jakby absolutnie każdy mieszkaniec miasta brał w tym udział. Zadziwiające dla mnie jest też to, że każdy z tego nieprzebranego tłumu ludzi potrafi na czymś grać (flet, perkusja, trąbka itd.)
A jak wygląda karnawałowa parada? Są to tłumy przebierańców - zarówno dzieci, osób dorosłych, jak i starszych (w wózkach ciągnięto nawet zupełnie małe dzieciaki) - ze zorganizowanych grup/kół/związków (nie wiem, co jest tu najwłaściwszym określeniem) [11.02.2018 - właściwym określeniem jest "clique", czyli klika], przecho…

Dużo tekstu bez obrazków, czyli jak to w przerwie na pisanie było.

Widzę, że do napisania nowej notki zbierałam się tym razem półtorej miesiąca... Wspomniany w notce poprzedniej brak netu doskwierał nam co prawda zaledwie półtorej dnia (tj. niedzielę i ten fragment poniedziałku, nim zjawił się był przemiły pan monter), natomiast w ferworze przeprowadzki, świąt i wreszcie - po rozpoczęciu pracy, nie miałam za bardzo czasu/siły na cokolwiek innego niż nadrabianie zaległości serialowych/czytanie kolejnego tomu "Gry o Tron".
Jeśli chodzi o nową pracę - póki co, jestem bardzo zadowolona. Widzę natomiast spore różnice pomiędzy moją poprzednią firmą a obecną - o czym poniżej.
Kwestia pierwsza i najważniejsza - po raz pierwszy w życiu nie czuję się niedopłacana. W poprzedniej firmie płacono mi (jak na szwajcarskie warunki) słabo - podejrzewam, że szef wykorzystał fakt, iż nie miałam wtedy pojęcia, jak kształtują się tutaj płace. W obecnej firmie zaproponowano mi więcej niż żądałam na rozmowie, a na rozmowie żądałam więcej, niż sądziłam że mi zapła…