Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2016

Językowo.

Po ponad czterech latach pobytu tutaj wciąż czytam odruchowo "Hr. Meier" jako "hrabia". Ciekawe, czy kiedykolwiek mi się to przestawi.

Ze względu na język, wielu ludzi nieniemieckojęzycznych traktuje Szwajcarów, Niemców i Austriaków jak jedną nację. Jest to jednak zdecydowane faux pas, a stosunek szwajcarski do Niemców ilustruje dobrze następująca anegdota: na wczorajszym zebraniu  prowadzący powiedział, że dnia tego i tego zaczyna u nas pracę człowiek ten i ten, przedstawił jego CV itd., po czym dodał na koniec "to Niemiec, ale mimo to jest sympatyczny". Sala wybuchnęła śmiechem; ja osobiście  rozdarta byłam między odrobiną pewnej Schadenfreude (doskonale zapewne znanej każdemu narodowi, którego przedstawiciele wywołują u cudzoziemców wiele negatywnych skojarzeń: "ha, nie lubią/śmieją się nie tylko (z) nas!"), a odrobiną współczucia dla obecnych na sali Niemców. Żart był kiepski, wiadomo. Natomiast Niemcy to najliczniejsza mniejszość w Szwajca…

Drama po szwajcarsku.

Wracałam kilka dni temu do domu, dość późnym wieczorem. Kiedy dotarłam na przystanek, okazało się, że na tablicy oczekiwanych odjazdów nie jest wyświetlany żaden z autobusów, które docierają do mojego domu - mimo tego, że według rozkładu jechać powinno ich co najmniej kilka. Ba, nie była również - rzecz tu w takich wypadkach niebywała! - wyświetlana żadna informacja, że cokolwiek zostało odwołane i dlaczego.
Na przystanku czekała jakaś dziewczyna; zapytałam, czy ona wie może coś na na temat. Niestety, jedyna informacja, jaką była się w stanie podzielić, to że czeka na przystanku już z dobry kwadrans i że nieco wcześniej odwołano jej pociąg, też bez podania przyczyny. (Kolejne zdarzenie rzadkie: zarówno odwołanie pociągu, jak i brak informacji "dlaczego"). Zrobiło mi się dość niewyraźnie: zadałam sobie pytanie, czy ma to związek z jakąś akcją antyterrorystyczną albo wręcz atakiem. (Przecież Turcja, zaledwie parę dni temu...)  W tym momencie na przystanku zatrzymał się samoc…

Porozumienie ponad podziałami.

Zeszła nam była w pracy konwersacja na tematy slangowych określeń atrakcyjnych kobiet. Powiedziałam, że - choć nie potrafię tego za Chiny zrozumieć, bo przecież to słowo nacechowane jest, przy określaniu nim kogokolwiek, bardzo pejoratywnie - w Polsce jednym z używanych określeń jest "świnia". Koledzy najpierw parsknęli, po czym jeden z nich się zadumał i stwierdził, że hmm, w sumie to w Szwajcarii funkcjonuje takie określenie też: "geile Sau" (czyli coś w stylu "zajebista świnia/locha"). Opadły mi mentalne ręce, siedzę i zastanawiam się, dlaczego właściwie, skąd i jakim cudem jest to najwyraźniej tendencja ogólnoeuropejska.

Wspólny mianownik.

Jakąś połowę życia temu byłam strasznie nieszczęśliwa, jeśli piątkowy czy sobotni wieczór miałam spędzić w domu. Chciałam bawić się, imprezować, szaleć!... Niestety rodzice moich najbliższych koleżanek nie byli tak liberalni jak moi, więc wspólne wyjścia były dość rzadkie.

W chwili obecnej perspektywa spędzenia piątkowej czy sobotniej nocy w miejscu hałaśliwym, pełnym obcych ludzi i trucizny w płynie napawa mnie silną niechęcią. Weekendowy wieczór idealny jawi mi się jako własne, wygodne łóżko, książka lub laptop i cisza. Spokój.

Miewam od czasu do czasu pewne wyrzuty sumienia w tej kwestii, że, nieprawdaż, nie bardzo chce mi się poznawać nowych ludzi, bardziej integrować, a więzi (z wyjątkiem najbliższych) najbardziej lubię podtrzymywać przez internet. I otóż powyższy temat wypłynął jakoś samoistnie w pracy, podczas przerwy na kawę. Po czym okazało się, że wszyscy koledzy powyżej dwudziestego piątego roku życia w pełni podzielają mój punkt widzenia. I jak tu ich nie uwielbiać!

...A w ogóle to dziś jest taka parszywa pogoda!

Europa, jak wiadomo, nie jest dużym kontynentem. Tym samym i odległość między Polską a Szwajcarią nie jest wielka. Wystarczająca jednak, oczywiście, żeby pojawiały się różnice kulturowe.
Z polskiego punktu widzenia jedną z głównych jest kwestia narzekactwa. Przyznaję się bez bicia, że narzekać mi się zdarza: a to pogoda nie taka, a to coś poszło nie po mojej myśli, zirytowało mnie, itp. itd. Wszyscy wiemy, jak jest. Wyżalamy się, otrzymujemy w odpowiedzi wsparcie społeczne (lub nie) wraz z listą bolączek osoby, z którą rozmawiamy. Ot, taki protokół społeczny. W Polsce działa. Tutaj - nie. Rozmowa skierowana zostanie na jakieś pozytywne lub neutralne tory; w najlepszym razie otrzyma się pojedyncze pocieszenie ("według prognozy w weekend ma być słońce"). Nikt nie będzie przytakiwał z pasją "tak, to okropne, mnie też by wkurzyło!". Nikt nie będzie zwierzał się ze swoich ani dużych ani małych kłopotów, a jeśli już - uczyni to w tonie żartobliwym i lekkim. Kryzysowa s…