wtorek, 24 października 2017

O poli(a może raczej mono?)tyce słów parę.

Po relatywnie nieciekawym wrześniu, jesień w tym roku stała się cudowna. Koniec października - a ja siedzę na tarasie, bez płaszcza, w lekkim sweterku (i jest mi ciepło!) Pozwoliło mi to nawet pogodzić się z bolesnym faktem powrotu z najpiękniejszego miejsca na Ziemi, w jakim do tej pory byłam (czyli Seszeli, gdzie udaliśmy się podróży poślubną). Co prawda, i Szwajcarii w kwestii piękna niczego nie brakuje - widok, jaki rozciąga się w tej chwili przed moimi oczami, kiedy unoszę wzrok znad laptopa, nieodmiennie mnie zachwyca i prowokuje do odruchowych konstatacji, jakie mam szczęście, że tu mieszkam.   

Zdaję sobie sprawę, że w ostatnich miesiącach zaniedbywałam bloga - postaram się to zmienić (na ile mi się to uda, to już inna kwestia). Tematów nie brakuje - zarówno tych podróżniczych, jak i szwajcarskich. Im bardziej bowiem poprawia się moje rozumienie dialektu, tym więcej informacji o codzienności jestem w stanie wychwycić - głównie dzięki słuchaniu radia. (Tv nie oglądam, a serwisów newsowych unikam - z rzadka robiąc wyjątek dla Neue Zuercher Zeitung).
Jako że nie mam szwajcarskiego obywatelstwa, głosować nie mogę - niemniej interesuję się zwykle głosowaniami, w których bierze udział A. Pod koniec września odbyło się jedno z ważniejszych. Otóż społeczeństwo szwajcarskie, jak większość europejskich, starzeje się. Oznacza to problemy związane z wypłacaniem emerytur z I filaru - i ubóstwem emerytów. Padła propozycja, aby problemy te rozwiązać poprzez podwyżkę (o jakąś doprawdy niewielką kwotę, bodajże 40 CHF, czyli w sposób de facto nieodczuwalny), a pieniądze na tę podwyżkę wziąć... z podwyżki podatku VAT. Doprawdy, wyśmienity pomysł, milordzie - dajmy emerytom cztery dychy, a jednocześnie zabierzmy im (i reszcie społeczeństwa!) bogowie tylko wiedzą ile - z racji wzrostu cen wszystkich produktów. Na szczęście Szwajcarzy odrzucili ten "genialny" pomysł. Szkoda, że nie mieli takiej możliwości Polacy, gdy pięć lat temu podnoszono VAT na okres trzech lat...

Ktoś zarabiający na życie tworzeniem statystyk (zapewne szwajcarski urząd statystyczny?) pokusił się ostatnio o sprawdzenie zmiennej w postaci wieku szwajcarskich emigrantów. Okazuje się, że najliczniejszą emigrancką grupą wiekową są osoby 40+. Fakt ten nie powinien dziwić, biorąc pod uwagę, że większość tutejszych expatów to ściągani tu za grube i jeszcze grubsze pieniądze specjaliści - czyli ludzie z wieloma latami doświadczenia w danej branży. Pokazuje to również, że przesadzone są rozmaite obawy grupy emigrantom niechętnej (a zarazem najmniej ich znającej, czyli szwajcarskiej wsi). Ale wiadomo, statystyki statystykami, a jednostka, zwłaszcza im bardziej w lewą stronę rozkładu Gaussa się skierujemy, wie swoje - jeśli natomiast jej wiedza nie zgadza się z faktami, to tym gorzej dla faktów.

Miałam okazję rozmawiać ostatnio z pewnym Niemcem, o stażu emigracyjnym zbliżonym do mojego. W pewnej chwili Niemiec ten wyznał, że póki sam nie wyemigrował, nie rozumiał za bardzo mechanizmu tworzenia się gett - i że żywił nawet pewne pretensje do zamieszkujących je grup, pretensje związane z niedostatecznym poziomem ich zintegrowania. Kiedy jednak sam wyjechał - ha, wówczas przekonał się szybko, że integracja jak najbardziej jest możliwa... ale trzeba do niej dobrej woli obu stron. Obu. Nie tylko tej przyjezdnej.

I z tym Państwa zostawiam, a sama zmykam do ciepłego wnętrza restauracji, jako że słońce już zachodzi.