Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2016

O tym, jak zobaczyłam, co jest za kloszem i dlaczego szkoła Migrosa nie jest dla mnie.

Dla tych co tl;dr - narzekam. Ale mam powód! 
Postanowiłam zapisać się na francuski. Uczyłam się go kiedyś, bardzo dawno temu i bardzo krótko, jeszcze w podstawówce - a potem nie miałam z nim styku w ogóle: póki nie wyjechałam do Szwajcarii. Co prawda mieszkam w części niemieckojęzycznej, ale w tej francusko- czasami bywam, podobnie jak w Alzacji (bo blisko). Jak we wszystkich miejscach, gdzie językiem dominującym jest francuski, nagle okazuje się, że prawie nikt nie mówi ani po angielsku, ani oczywiście po niemiecku (bo że po polsku nie, to wiadomo. Ilu spotkaliście w życiu cudzoziemców nie-Słowian, władających płynnie polskim? Ja jednego. Niemca.) Co prawda francuski zna A., ale ja, jako osoba z natury samodzielna, czuję się zdecydowanie lepiej, gdy sama mogę rozumieć i rozmawiać. Dodatkowo języków uczyć się lubię, kursy dla początkujących są tanie - wyszukałam więc ofertę ze szkoły Migrosa i wyklikałam uczestnictwo. Niestety nie było opcji lekcji próbnej (a dlaczego niestety, o ty…

[na znaną melodię]: Pięć lat minęło... jak jeden dzień.

Dla tych co tl;dr - o emigracji, bardzo osobiście. Czujcie się ostrzeżeni.
Za oknem złota szwajcarska jesień. Dokładnie tak piękna, jak pięć lat temu, kiedy rozpoczęła się moja emigracja. Trudno uwierzyć, że to już pięć lat; wydaje się, jakby przed chwilą. Czas gna jak szalony, a im starsza jestem, tym prędzej. Za pięć minut obudzę się na emeryturze... Ale nie o tym chciałam. Okrągła (przynajmniej w systemie dziesiętnym) rocznica jest, jak wiadomo, dobrą okazją do podsumowań. O tym, dlaczego emigrację uważam za jeden z najlepszych pomysłów mojego życia, co w Szwajcarii mi się podoba, a co nie, pisałam kilka miesięcy temu. Nic w tej kwestii się nie zmieniło, nie ma sensu się powtarzać. Dziś mam ochotę ugryźć temat od drugiej strony, dla wielu osób zresztą kontrowersyjnej: o czuciu się Polką/Polakiem na emigracji. Na przykładzie, rzecz jasna, własnym.
Nie będę ukrywać, że z Polski wyjechałam, bo było mi tam po prostu źle. Źle pod wieloma względami - których nie zamierzam tu opisywać, b…

Zakupy internetowe.

Przyzwyczajona do rynku online w Polsce, w Szwajcarii przeżyłam niemiłe zaskoczenie. Nie dość, że sklepów internetowych jest relatywnie niewiele, to jeszcze bardzo często - wbrew, wydawałoby się, logice - w wielu z nich nie jest taniej niż w tych stacjonarnych. Dobrym przykładem są tu zoologiczne - korzystałam z kilku różnych (najczęściej Zooplus i Tautiershop) i choć jakość produktów jest bez zarzutu, a w zamówieniach nigdy niczego nie pomylono, to ceny są takie same, a czasem wręcz wyższe niż w sklepach stacjonarnych. Z szybkością wysyłki też bywa różnie; Zooplus potrzebuje czasem nawet i ponad tygodnia. 
Jeżeli chodzi o ubrania, buty i dodatki, wolę kupować je stacjonarnie. Ostatnio jednak, próbując się przełamać, robiłam zakupy w Zalando, Globusie i Manorze - w tym ostatnim po raz pierwszy. Paczka z Manora doszła dość szybko, ale jedna z bluzek była w kolorze innym niż zamówiłam. Może się zdarzyć, nieprawdaż, nikt nie jest idealny. Niezrażona, zadzwoniłam do BOK-u i spytałam, czy…

Kilka (no dobra, dużo) słów o sporcie.

Dla tych, co tl;dr - ewangelizacja truizmem nt. jakim i dlaczego dobrem jest sport. 
Przyznaję się bez bicia, że do tak zwanej aktywności fizycznej latami podchodziłam jak pies do jeża. Wuef był koszmarem dzieciństwa i wczesnej nastoletniości (do dziś zresztą żywiołowo nienawidzę siatkówki i koszykówki i namawiana do tychże, uciekam z krzykiem człowieka słusznie rozjuszonego). Z prawdziwą ulgą przyjęłam zwolnienie lekarskie, które pozwoliło mi nie zaprzątać sobie więcej głowy obowiązkowymi ćwiczeniami, aż do skończenia studiów. Owszem, wspinaczkę po górach, spacery nad morzem czy jazdę na rowerze lubiłam od zawsze - ale były to sporty uprawiane przez mnie okazjonalnie: góry z okazji wyjazdów na ferie czy wakacje, spacery i rower zaś tylko wtedy, gdy było słonecznie i ciepło (czyli, w najlepszym wypadku, jakaś 1/4 roku). Miałam też szczęście otrzymać w prezencie genetycznym szybki metabolizm, toteż nie pojawił się nigdy w moim życiu czynnik motywujący do ruchu pod hasłem "nadwaga…