czwartek, 21 lipca 2016

Hochdeutsch po szwajcarsku.

Wspominałam tu już nie raz o szwajcarskim dialekcie i fakcie, że o mówienie literackim niemieckim trzeba rozmówcę najczęściej poprosić. O czym nie wspominałam, to że nawet w tutejszym Hochdeutschu występuje wiele słów, których żaden Niemiec nie używa. Najłatwiej zauważyć to na przykładzie jedzenia. Jednym z pierwszych słów, jakie tu poznałam, jest szwajcarskie określenie na croissanty: nazywają się tu one "Gipfeli". "Der Gipfel" po niemiecku to szczyt, wierzchołek, a "-li" to szwajcarskie zdrobnienie (odpowiednik niemieckiego "-chen") - innymi słowy, tutejszy croissant to "szczycik, wierzchołeczek". Podobno pochodzi to od kształtu croissanta, że się komuś rożki tegoż skojarzyły ze szczytem góry. Teoria ta wydaje mi się co prawda naciągana, ale nie udało mi się uzyskać lepszego wyjaśnienia.

Kogoś, kto nauczył się wcześniej niemieckiego, w szwajcarskich sklepach czy restauracjach oczekuje jednak znacznie więcej niespodzianek! Okazuje się bowiem, że poczciwe śliwki (Pflaumen) tutaj to Zwetschgen, a w cieście marchewkowym głównym składnikiem nie są wcale Karroten, tylko Rüebli. Zrozumiałe dla Polaka (zwłaszcza Ślązaka) Nudeln w Szwajcarii są Teigwaren, podczas gdy die Sahne (śmietana) to dla Szwajcara der Rahm (czyli zmieniona nawet płeć: ten śmietan). Niemiecka roszponka (der Feldsalat) zyskała tu miano Nüsslisalat (czyli sałaty orzeszkowej, nie, nie pytajcie mnie, dlaczego). Szwajcarski drób sfrancurzył się i stał się Poulet (bardzo podobne do niemieckiego Geflügel, nieprawdaż? od razu wiadomo o co chodzi!), podobny los spotkał sos (die Soße) - któremu na imię der Jus. Purée ziemniaczane natomiast, francuskie w polskim i francuskie w niemieckim, w Szwajcarii dla odmiany jest rdzennie niemieckie i nazywa się Kartoffelstock (od biedy da się to przetłumaczyć jako hm, skrzepnięte ziemniaki? Chodzi w każdym razie o zmianę ich konsystencji). Lody są za to znów francuskie i to niezależnie czy chodzi o niemiecki der Eis jako taki - czyli w Szwajcarii die Glace (znów zmieniona płeć, tym razem na tę lodę) - czy też o pucharek z lodami, zwany tu Coupe. Aperitif zeszwajcarzył się natomiast połowicznie i mówi się na niego Apéro.

Oczywiście, niespodzianki oczekują nie tylko przy zakupie jedzenia. Przykładowo można się zdziwić promocją - w niemieckim będącą das Sonderangebot, w Szwajcarii natomiast występującą jako die Aktion. Umywalka, będąca w niemieckim miednicą do mycia (das Waschbecken), tu jest zwana jak w hiszpańskim das Lavabo. Niemiecki telefon komórkowy, czyli Handy, Szwajcarzy określają mianem das Natel. Śmieci niemieckie znane są jako der Müll, ale tutaj użycie tego słowa od razu zakwalifikuje Cię jako cudzoziemca – w Szwajcarii bowiem wyrzuca się Abfall w Abfallsäcke, z naklejonymi Abfallmarken.

Na szczęście Hochdeutsch w Szwajcarii ma też drugą twarz – znacznie przyjaźniejszą dla polskiego, znającego angielski emigranta. Widać to na przykładzie zarówno rzeczowników (die Matur czy das Fitness) jak i czasowników, za używanie których ganiła nas zawsze nauczycielka na kursie, wołając, że przecież one nie są niemieckie: suggerieren, editieren, konzentrieren, investieren, retournieren, limitieren...

Na początku pobytu tutaj męczyło mnie też na zebraniach w pracy padające dość często słowo "bucze*" (z akcentem na "cze"). Nie miałam bladego pojęcia, co to może być! Aż któregoś dnia spłynęło na mnie olśnienie...










*budget

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz