Przejdź do głównej zawartości

Alkoholowo.

Z okazji pierwszego września, gdy wszystkie dzieci poszły już do szkoły, poruszyć można temat dostępny (w teorii, oczywiście, że tak, wszyscy przecież byliśmy kiedyś nastolatkami) wyłącznie dla pełnoletnich.

Spożywanie alkoholu w miejscach publicznych jest w Szwajcarii najzupełniej legalne; z fascynacją przeczytałam, że temat zniesienia zakazu poruszono ostatnio w Polsce i że natychmiast podniosły się głosy sprzeciwu, wizualizujące z oburzeniem stada pijanych ludzi na ulicach. Wiadome, polskie społeczeństwo nie dorosło do decydowania o sobie i powinno być ubezwłasnowolnione na wszelkie możliwe sposoby, chyba że chodzi o wybieranie jedynych słusznych partii czy rzucanie banknotów na tacę... oh, wait. Ale zostawmy tematy polityczne i pozwólmy Wam odkryć smutną prawdę: a mianowicie, że polska wódka, moim zdaniem dużo lepsza od rosyjskiej czy z jakichkolwiek innych krajów, jest w Szwajcarii zupełnie nieznana! Cóż za zaniedbanie ze strony producentów, zupełnie tego nie rozumiem. Owszem, okazjonalnie (rzadko!) widuje się tu ją w monopolowych, ale Szwajcarzy jako zbiór zupełnie tych polskich marek nie kojarzą - jedyny polski alkohol, jaki znają, to żubrówka (występująca tu zresztą pod nazwą "grasovka"). Moje zdumienie w tej materii podziela w zupełności mój amerykański fryzjer, który opowiedział mi nawet historię o znajomym, przemycającym (na małą skalę, w walizce, nie w ciężarówkach) wódkę z Polski, gdyż ponoć nielicznym koneserom można tu ją sprzedać ze sporym przebiciem cenowym (o ile pamiętam, było to ok. 60 EUR za butelkę). I bynajmniej nie jest tak, że mocnych alkoholi się tu nie pija - faktem jest, że gustuje w nich głównie grupa wiekowa 16-25 (wiek, od którego alkohol tu spożywać wolno, to lat 16 w przypadku piwa i wina oraz 18 - mocniejsze alkohole), niemniej to dość znaczący target, biorąc pod uwagę, że zazwyczaj wraz z wiekiem (zwłaszcza skończeniem studiów) i tak pije się alkoholu coraz mniej.

Pozostałe grupy wiekowe w Szwajcarii spożywają głównie wino i piwo, właściwie jedno i drugie jest tu równie popularne, a kieliszek wina do obiadu czy kufel piwa do lunchu są czymś zupełnie normalnym. Szwajcarzy lubią dodawać też alkohol do jedzenia (za czym ja osobiście nie przepadam, ale de gustibus itd., wiadomo) - wino dodaje się do fondue, zupy mącznej czy sosu, podawanego z siekanym mięsem (tzw. Zürcher Geschnetzeltes). Restauracje serwują też chętnie desery z dodatkiem alkoholu, np. lody (z Baileysem, Malibu czy innym likierem) czy tzw. Zuger Kirschtorte (pochodzący z kantonu Zug tort z kirszem, czyli wiśniówką).

Mimo wyżej opisanej łatwości dostępu do alkoholu, nie widuje się tu na ulicach pijanych tłumów; a pijany Szwajcar od trzeźwego różni się głównie tym, że zatraca ten charakterystyczny, helwecki dystans i łatwiej jest z nim nawiązać kontakt. Przypadków poalkoholowej agresji nigdy tu nie uświadczyłam - a ma się naprawdę solidną próbę do obserwacji: czy to podczas karnawału (Fasnacht), czy też 1 sierpnia (święto narodowe, upamiętniające założenie Konfederacji Szwajcarskiej). 

Moje bliskie otoczenie, czyli koledzy z pracy, cenią głównie piwo - co przejawia się na przykład w naszym tradycyjnym copiątkowym jego spożyciu, ale co ilustruje również poniższa anegdota. Odkryłam otóż ostatnio fajną stronę ze słownictwem szwajcarskim. Przeglądając ją, pytałam kolegów o niektóre słowa, chcąc się upewnić, że rzeczywiście są w dialekcie w użyciu powszechnie, a nie na  przykład wyłącznie w jakiejś pojedynczej, zapadłej wiosce na szczycie góry, gdzie miałabym szansę dotrzeć co najwyżej raz w życiu, a i to po wielogodzinnej wędrówce.
Oprócz znalezienia na liście wyrazów, których nauczyli mnie koledzy z pracy, takich jak "Tüpflischiisser" ("pedant", dosł. "srający punkcikami"), "Harasse" (skrzynka, w odniesieniu do np. piwa) , "huere" (w wolnym tłumaczeniu: "zajebiście", dosł. "kurewsko"; np. "huere guet" - "zajebiście dobre". Nie należy używać w innych krajach niemieckojęzycznych, bo bardzo wulgarny wydźwięk straciło tylko i wyłącznie w Szwajcarii!) czy wspomniane już na tutejszych łamach "seichen" ("lać", o deszczu, ale też w znaczeniu "sikać"), znalazłam też urocze słówko "Herrgöttli", które przełożyć można jako "pan bożek", a które oznaczać ma "piwo w kuflu, 2 dl". Zapytałam kolegę z biurka obok, czy kiedykolwiek słyszał to określenie - nie. Hm, ok. Przychodzi z lunchu następny kolega, znowu pytam, też nie słyszał. - A co to w ogóle ma oznaczać?, pytają oni. Mówię, że 2 dl piwa. Na co reakcja obydwu identyczna: - "Aaa, no tak, bo ja nigdy nie zamawiam tak małej ilości piwa!" 

Komentarze

  1. Slippery slope. Pomyśl sobie gdyby zniesiono zakazy co do alkoholu, co mogłoby być następne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdopodobnie gdy zostaną zniesione zakazy, to w dłuższym terminie nie będzie zmian, ale przez pierwsze ileś lat może być po prostu bardziej chaotycznie i nieprzyjemnie na ulicach ;) Albo, o ile zostanie przekroczona masa krytyczna, będzie jak tu: https://www.youtube.com/watch?v=eirq4laOhcU

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Szwajcarska emerytura.

Co prawda, jest to w moim przypadku pieśń bardzo odległej przyszłości, niemniej jakiś czas temu uznałam, że pora temat zgłębić i przedsięwziąć coś konkretnego. Oczywiście, jest bardzo możliwe, że na przykład za pięć lat wielki meteoryt wymaże rasę ludzką z powierzchni tego pięknego globu, ale póki mamy status quo, lepiej jest sobie jednak tę przyszłość choć minimalnie zaplanować.
Emerytura w Szwajcarii składa się z trzech filarów. Dwa z nich są obowiązkowe, trzeci dobrowolny. 
Filar pierwszy to tak zwane AHV (Alters- und Hinterlassenenversicherung). Jest to, ujmując rzecz skrótowo, emerytura gwarantowana przez państwo (a także ubezpieczenie zapewniające rentę inwalidzką). Składki na ten cel odciągane są z pensji, a ich wysokość jest procentowa (dokładnie wynosi ona 8.4%), czyli osoby zarabiające lepiej będą wpłacać do kasy AHV więcej, niemniej nadwyżki zostaną w tym wypadku przeznaczone na "wyrównanie" dla osób zarabiających bardzo mało (tzw. system sprawiedliwości społeczn…

Motoryzacyjnie.

Dla tych, co tl;dr - ja vs samochód, historia prawdziwa. 
Moja historia, związana z prowadzeniem pojazdów typu samochód jest długa - i gdyby miała konto na Facebooku, niewątpliwie musiałybyśmy ustawić status relacji na "to skomplikowane". 
Większość osób z mojego otoczenia zdała prawo jazdy w wieku lat szesnastu, tuż przed lub po tym fakcie rozpoczynając regularną jazdę i ćwicząc tym samym na co dzień świeżo nabyte umiejętności. Ja zaś żyłam sobie w wersji "jestem dzieckiem", czyli wożona od czasu do czasu tu i tam - wkrótce zaś potem "wybyta" na studia, daleko od domu rodzinnego. Tym samym woziłam się już sama - komunikacją miejską. Nie było niestety opcji, by ktoś kupił mi samochód, sama również nie miałam na to środków - kwestia posiadania prawa jazdy nie zaprzątała mi zatem zbytnio głowy.  
Nadszedł wszakże moment w moim życiu, gdy odpowiednie władze zadecydowały, że dziś co prawda jeszcze kurs prawa jazdy kosztuje x, wszelako od dnia n, w związku z …

Nie dla psa kiełbasa! - czyli Wurst w niemieckim.

Powiedzenie z tytułu notki jest właściwie jedynym polskim przysłowiem/powiedzeniem/idiomem z kiełbasą w roli (częściowo, bo jest jeszcze pies!) głównej*. Jak widać, kiełbasa nie odgrywa w życiu Polaka specjalnej roli - a przynajmniej nie aż takiej, która odzwierciedliłaby się w języku.
Zupełnie inaczej ma się natomiast sprawa z niemieckim! Ktoś, co prawda, słysząc odpowiedź "wszystko mi jedno" ("es ist mir Wurst" - dosł. "kiełbasa mnie to"), pomyśleć mógłby, że kiełbasa zupełnie nie jest w tym języku istotna... Dalsze przykłady pokażą wszelako jasno i wyraźnie, iż jest wprost przeciwnie! Zacznijmy od powiedzenia: "Alles hat ein Ende, nur die Wurst hat zwei" ("wszystko ma swój koniec, tylko kiełbasa ma dwa"). Czy czytelny jest dla Państwa ten żal, że mimo iż wszystkie rzeczy się kończą, kiełbasa kończy się szybciej?... Żeby nie kończyła się tak szybko, możemy zawsze "eine Extrawurst kriegen" (dosł. "dostać jeszcze jedną …