piątek, 9 września 2016

Dwoistość.

Czasami jest ogromne zmęczenie. Bywa wtedy, że gdy słyszę ten język, który nie jest moim językiem, odczuwam nagłą irytację. Na słowa, które wyłapuję poprzez dialektowe zniekształcenie. I na te, których nie rozumiem i nawet nie umiałabym powtórzyć. Zżymam się milcząco na ludzi wokół, jestem obrażona - dlaczego mówią w dialekcie. Dlaczego nie po niemiecku. Dlaczego właściwie nie po polsku, do cholery. To przecież najpiękniejszy język - a oni, zamiast to docenić, bełkoczą po swojemu. Zupełnie jakby chcieli mi zrobić na złość. To przez nich nie mogę precyzyjnie wyrazić swoich myśli. Zubażam je, okaleczam, upraszczam. Odzieram z tiulu i koronek, wypycham w świat w jutowym worku, na żebry o bycie zrozumianą. A przecież mogliby mówić po polsku, w moim, właśnie moim języku. Dlaczego nie mówią?!

Czasami jest spokój. Pewność. Ten rodzaj, który wie, że jest dobrze. Że to jest najlepszy czas. Tu i teraz. Że wszystko jest dokładnie tak, jak być powinno. 
Kończę pracę. W toalecie szybko pozbywam się rajstop i balerin, wkładam zalotne sandałki, rozpuszczam włosy. Jeszcze soczewki i tusz, metamorfoza dla Ciebie, zrób to teraz, tylko pięć minut. Wygładzam sukienkę. Wychodzę na zewnątrz, słońce mocno grzeje. Słyszę wokół siebie obcy język. Dialekt. Niektóre słowa wyłapuję, innych nie - ale dźwięki są kojąco znajome. Przywodzą na myśl dobre skojarzenia. Uśmiecham się do siebie, bo właśnie tak brzmi dom.

2 komentarze:

  1. Co prawda problemów natury językowej nie mam, bo angielski w IE nie różni się aż tak bardzo od tego, czego uczyłam w się w szkole, ale na poziomie kulturowym bardzo się z tym wyznaniem utożsamiam :)

    OdpowiedzUsuń