czwartek, 31 sierpnia 2017

Garść myśli. Niezbyt uczesanych.

Zaniepokojonych brakiem notek zapewniam, że żyję i mam się dobrze, aczkolwiek ostatnio zajęta jestem dość intensywnie życiem pozainternetowym. Prędzej czy później pojawi się pewnie notka, co dokładnie mnie zajmowało i dlaczego, ale nie dziś, jeszcze nie dziś. Dziś tylko garść refleksji i wspomnień.

Ostatnio byłam w Polsce. I jeździłam po niej samochodem, po ponad sześciu latach. Wnioski? Miałam wrażenie, że byłam tam jedyną osobą, przestrzegającą limitów prędkości. Gwoli sprawiedliwości muszę dodać jednak, że miałam również wrażenie, iż naród się zrobił - drogowo przynajmniej - milszy i nie tak agresywny: zdecydowanie mniej trąbienia na siebie nawzajem, a więcej wpuszczania. Chyba że był to przejaw polskiej gościnności, jako że jeździłam samochodem z niepolską rejestracją. Jak by nie było - pozytyw. Okazało się też, że parkingi w centrach handlowych, które ongiś wydawały mi się tak ciasne, dziś (w porównaniu ze szwajcarskimi) są wręcz doskonale szerokie.
Poza tym słuchałam radia. W którym - nie przesadzam - 99% reklam dotyczyło leków lub produktów okołomedycznych. (Pominę to milczeniem). Z pozostałego 1% w prawdziwy stupor wprawiła mnie jednak reklama o treści "Dziś dzieci rządzą w Auchan. W związku z tym... tabletki do zmywarki zaledwie x złotych!!!" No proszę, ledwo człowiek z Polski wyjechał i oto, jakie zmiany kulturowe zaszły! (Tzn. w sumie dalej nie wiem, jakie zaszły: tabletki do zmywarki nową zabawką? Dzieci nowym podręcznym niewolnikiem do obsługi zmywarki? Mamy zbyt dużo dzieci i należy je likwidować, karmiąc tabletkami do zmywarki? Eeee...)

W Warszawie taksówkarz opowiedział mi wstrząsającą i smutną historię swojego szwagra. Który to szwagier, człowiek zdrowy i w kwiecie wieku, posiadający szczęśliwą rodzinę w postaci żony i dwóch malutkich córeczek, wylądował z dnia na dzień na OIOM-ie, w głębokiej śpiączce - z powodu wypadku motocyklowego. Prędkość w chwili wypadku: 40-50 km/h. W chwili, gdy piszę te słowa, człowiek ten prawdopodobnie już nie żyje - ponieważ na konsylium miano potwierdzić decyzję o odłączeniu go od aparatury. Każdego dnia na całym świecie miliony ludzi giną lub są trwale okaleczane w wypadkach drogowych. Miliony ludzi umierają też na skutek chorób związanych z otyłością. A mimo to, gdy wielu z nich trzęsie się ze strachu (co jasno i wyraźnie widać na przykład w internecie), to jest to strach przed terroryzmem. Podczas gdy siedząc za kierownicą beztrosko gapią się w telefon - albo z całkowitym spokojem pożerają kolejnego hamburgera. Wiem, statystyka i rachunek prawdopodobieństwa to tylko nudne matematyczne pojęcia.        

Byłam też nad jeziorami. Tutejszymi. Nad polskim morzem też teoretycznie mogłam, ale nie; pogoda nie rozpieszczała, a marznięcie na plaży nie należy do moich ulubionych zajęć. Na szczęście lato szwajcarskie dostarczyło w tym roku jak należy. A jeziora tu są piękne i czyste; kto widział, ten wie. Miałam również okazję zjechać do jednego z nich z trzydziestometrowej zjeżdżalni, kończącej się uroczą skocznią. Jako zapalona fanka takich zabaw, nie mogłam sobie tego rzecz jasna odmówić. Po zjechaniu natomiast zrozumiałam, dlaczego przy kupnie biletu kazano mi podpisać papierek o tym, że zjazdu dokonuję na własną odpowiedzialność i nie zaciągnę nikogo później przed oblicze stosownego sądu. Otóż przekonałam się na własnej skórze o tym, co omawiano na lekcjach fizyki - a mianowicie, że woda, do której wpada się z dużej wysokości i z dużą prędkością, wykazuje podobne właściwości co beton. Przybranie natomiast odpowiedniej pozycji, gdy leci się w powietrzu, wcale takie proste nie jest. Tym samym zaliczyłam na prawym podudziu największego i najczarniejszego sińca w moim całym życiu. Co oznacza, że miałam dużo szczęścia! Bywały bowiem osoby, które spadały na płask. Lub na twarz...

Gdy byłam w Polsce, akwizytor pewnego banku usiłował (jak mu obowiązek służbowy nakazuje) namówić mnie na skorzystanie ze sprzedawanego przez siebie produktu. W pewnym momencie rozmowy padło z mojej strony stwierdzenie, że "gdy wylatuję do Polski", na co on poprawił mnie "chyba miała na myśli, że gdy pani przylatuje". Otóż nie, nie miałam. Wyloty - to odwiedzanie miejsc obcych. Przyloty zarezerwowane są już od długiego czasu dla Szwajcarii. Tak samo jak delikatne, acz radosne drgnięcie serca, gdy jadąc autostradą, widzę już charakterystyczny kształt pewnej góry. Kształt, który mówi mi, że już za chwilę będę w domu.

2 komentarze:

  1. Nie jest źle z agresją na drogach. we Włoszech jest znacznie gorzej gorzej nawet niż we Francji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We Francji jeździłam autem tylko po Alzacji, tam jest spokojnie. We Włoszech owszem, nie miałabym chęci usiąść za kierownicą.

      Usuń