Przejdź do głównej zawartości

Kilka puzzli codzienności.

Dopiero co miałam pisać notkę o tym, jakie to uczucie gdy prowadzi się samochód po autostradzie w śnieżycy i ciemnościach. Gdy śnieg sypie obficie i gęsto, a płatki wirują w ten sposób, że człowiek ulega złudzeniu optycznemu, że oto nie ma świata wokół, tylko tunel podprzestrzenny, jak z filmów s-f... 

...a wtem przyszła już wiosna. Pierwszy jej dzień tutaj - taki naprawdę ciepły, że mogę siedzieć na tarasie restauracji: bez płaszcza i grubych ubrań; i rozkoszować się słońcem. Co prawda, sądząc po wolno, ale nieubłaganie nadciągających z boku chmurach, rozkoszowanie się będzie mieć przedwczesny koniec, ale cóż. Carpe diem.

Za każdym razem, gdy parkuję na moim ulubionym parkingu w samym centrum miasta, widzę ten sam billboard: uświadamiający ludzkości, jak straszną rzeczą są choroby płuc, poprzez obraz dziecka, jeżdżącego na rowerku po wypełnionym wodą pokoju i z trudem utrzymującego głowę nad powierzchnią. Za każdym razem mam wrażenie, że to ja się duszę - i rozmyślam posępnie nad wrażliwością osób, kreujących wszelkiego rodzaju kampanie reklamowe i społeczne. (Najgorszą widziałam w Brazylii - drastyczne zdjęcia porozjeżdżanych samochodami jaguarów. W kampanii chodziło o to, by ludzie zaczęli bardziej uważać, prowadząc w pobliżu parku narodowego...) No, ale ja z tych, którzy pragnęliby ostrzeżeń na książkach, jeśli zawierają one sceny torturowania bądź mordowania zwierząt czy dzieci. Są ostrzeżenia o przemocy na grach - dlaczego nie na książkach?

Żeby nie było, że życie na emigracji jest wyłącznie mlekiem i miodem płynące, a tradycyjne polskie narzekanie stało mi się zupełnie obce - łyżka dziegciu w beczce miodu, czyli szwajcarskie banki. Ogólnie rzecz biorąc, nie mam do mojego banku większych zastrzeżeń - natomiast, po spędzonych tu latach, wciąż nie umiem zrozumieć, dlaczego brak jest podglądu do blokad środków na karcie kredytowej. W polskim banku ten podgląd miałam - oczywiście nie w historii rachunku, bo chodziło o operacje jeszcze niezaksięgowane, ale było miejsce, gdzie dało się blokady podejrzeć. Tu - ni cholery. Oczywiście, widać, jaka ilość środków jest wciąż jeszcze dostępna, ale nie widać nigdzie operacji dokonanych, a jeszcze niezaksięgowanych. Także, z niewyjaśnionej przyczyny, gdy doładowuję kartę kredytową (wydaną przez mój bank), środki są na niej natychmiast, ale gdy robię normalną jej spłatę, przelewem - trwa to dwa-trzy dni. Kwestia przelewów też mnie zadziwia: otóż nie można wykonać ich tego samego dnia, nawet w obrębie tego samego banku - najwcześniej wychodzą dnia następnego. Można więc zapomnieć o błyskawicznych operacjach, trwających kilka sekund, jak wtedy, gdy w Polsce przesyłamy pieniądze z konta na konto w obrębie tego samego banku. Jak na kraj, który ze swojej bankowości słynie, dość to zacofane metody obrotu pieniądzem...

Z pozytywów - posiadanie ubezpieczeń i składanie reklamacji bardzo się opłaca, nawet jeśli trzeba wykazać się cierpliwością. Niedawno bowiem - po kilku miesiącach - przysłano nam zwrot pieniędzy za opłaconą przez nas naprawę lusterka, uszkodzonego w wypożyczonym na Seszelach aucie (nie wiem, może to tyle trwało, bo wymieniali w tym czasie papierowe listy z seszelską wypożyczalnią?...) To było jednak znacznie mniejsze zaskoczenie, niż fakt, że nieoczekiwanie wpłynęła nam na konto przyjemna kwota, będąca efektem skargi na pewną linię lotniczą, złożonej w odpowiedniej Agencji Ruchu Powietrznego. Skargę, dodam, złożyliśmy około dwóch lat temu. Agencja, jak widać, nierychliwa - ale sprawiedliwa. (A skargę składaliśmy, bo wskutek trzydziestominutowego i niczym nieusprawiedliwionego opóźnienia na starcie, nie zdążyliśmy na przesiadkę w Niemczech do Polski; przepadła nam 1 noc w hotelu i 1 dzień wypożyczenia samochodu; ale te kwoty były znacząco niższe od rekompensaty). Zatem reklamujcie, skarżcie się i miejcie cierpliwość!

Oraz Państwo mnie tu czytacie, wiem, bo widzę w statystykach - ale bardzo rzadko piszecie, żadnych komentarzy, więc często nawet nie wiem, kto taki dokładnie mnie czyta... Bardzo uprzejmie proszę o więcej odzewu, każdy mnie bardzo cieszy! Koniec końców, to blog, nie piszę tego sobie a muzom, a dla Was właśnie. 

Komentarze

  1. ten sam problem co we Francji, mieli dobrze działającą bankowość 100 lat temu, i tak to działa do dziś. modernizuje się powoli, bo po co, skoro działa. a w Polsce od razu weszła nowoczesna. czy Wy macie czeki w Szwajcarii, a propos?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, czeków nie ma. I tak, to wyjaśnienie już słyszałam - i prawdopodobnie tak właśnie jest.
      Z tych samych względów są w szwajcarskich miastach parkingi, na których można wygodnie płacić zbliżeniowo - a jednocześnie, niestety, wciąż sporo parkingów tylko na monety (gdzie nie dość, że te monety trzeba ze sobą mieć, to jeszcze trzeba przewidzieć czas parkowania, więc zazwyczaj z ostrożności się przepłaca. Chyba że ma się szczęście i parkuje na miejscu, które przedpłacił odpowiednio poprzednik).

      Usuń
  2. Ja czytam! Z doskoku, ale czytam ;)
    Malgo z instagrama

    OdpowiedzUsuń
  3. Śledzę uważnie wszelkie przygody. Co do bankowości to mam swoją hipotezę. Nie wiem tylko czy figuruję w statystykach bo bezpośrednio z czytnika RDS wrzucam do Pocketa :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Szwajcarska emerytura.

Co prawda, jest to w moim przypadku pieśń bardzo odległej przyszłości, niemniej jakiś czas temu uznałam, że pora temat zgłębić i przedsięwziąć coś konkretnego. Oczywiście, jest bardzo możliwe, że na przykład za pięć lat wielki meteoryt wymaże rasę ludzką z powierzchni tego pięknego globu, ale póki mamy status quo, lepiej jest sobie jednak tę przyszłość choć minimalnie zaplanować.
Emerytura w Szwajcarii składa się z trzech filarów. Dwa z nich są obowiązkowe, trzeci dobrowolny. 
Filar pierwszy to tak zwane AHV (Alters- und Hinterlassenenversicherung). Jest to, ujmując rzecz skrótowo, emerytura gwarantowana przez państwo (a także ubezpieczenie zapewniające rentę inwalidzką). Składki na ten cel odciągane są z pensji, a ich wysokość jest procentowa (dokładnie wynosi ona 8.4%), czyli osoby zarabiające lepiej będą wpłacać do kasy AHV więcej, niemniej nadwyżki zostaną w tym wypadku przeznaczone na "wyrównanie" dla osób zarabiających bardzo mało (tzw. system sprawiedliwości społeczn…

Bezrobocie w Szwajcarii - czyli Arbeitsamt i RAV.

Dla tych co tl;dr - jak w tytule.
Od razu na wstępie zastrzegam: wszystkie przypadki bezrobocia w Szwajcarii, jakie bliżej znam - wliczając mój własny - dotyczą ludzi, którzy najpierw tu co najmniej kilka lat przepracowali na umowach na czas nieokreślony, z pozwoleniami typu B lub C. I taki też przypadek - od strony "technicznej" - będzie opisany w tej notce. Z oczywistych względów* nie opisuję na blogu kwestii, z jakimi styku nie miałam, czyli na przykład bezrobocia na innych permitach; albo bezrobocia przy niepracowaniu w Szwajcarii nigdy wcześniej, itd. Nie wiem też, czy przepisy dla bezrobotnych w Luzern są takie same jak w innych kantonach. Jeśli macie chęć uzupełnić te braki w komentarzach - zapraszam serdecznie.
Jak kiedyś już tu na blogu wspominałam, każda osoba, która pracuje w Szwajcarii na umowie o pracę, co miesiąc uiszcza składkę na tzw. ubezpieczenie od bezrobocia. Dopóki nie zapoznałam się z tematem bliżej, sądziłam, że oznacza to, że gdy traci się pracę, aut…

M(w)iejskie życie.

Dla tych, co tl;dr - #problemyświatazerowego, #życieniejestidealne
Czytam sobie bloga o Paryżu, tego oto. Żal mi ogromnie, że autorka praktycznie już nie pisze - bo rzadko zdarza się ktoś, kto z taką maestrią i lekkością potrafi odmalować rzeczywistość, w jakiej żyje - tak, że czuję, jakbym tam była. Czytając, myślę o tym, czego mi w Szwajcarii brakuje - brakuje dlatego, że kraj jest po prostu... fizycznie mały. Brakuje mi tu otóż - miast. Miast z prawdziwego zdarzenia, wielkich; takich, w których można się zgubić, które poznaje się latami, w których życie zamiera dopiero w samym środku nocy albo nawet nigdy. Jestem dzieckiem miejskim - w mieście się urodziłam, w mieście wychowałam, w mieście spędziłam większość życia. Małe szwajcarskie miasta, miasteczka i wioski cenię sobie, owszem - jako urokliwe miejsca do spacerów; obrazki do fotografowania, z których z zapałem wyłuskuję pojedyncze elementy - barwne, fascynujące, czasami śmieszne. Uwielbiam je i mam do nich ogromny sentyment. Na…