Przejdź do głównej zawartości

Kwietniowe wspominki.

Czas pędzi, tematy do notek pojawiają się w mojej głowie najczęściej wtedy, gdy słucham radia (czyli też wtedy, gdy prowadzę samochód i nie mam jak ich zanotować); lista spraw do załatwienia, choć wciąż się skraca, jednocześnie też wciąż się wydłuża - a jednocześnie człowiek nie jest przecież taki, żeby nie pójść w góry, jeśli tylko pozwala na to pogoda. Tym też sposobem minął cały kwiecień i - czego wszyscy jesteśmy świadomi - zaczął się już piąty miesiąc tego roku.

W międzyczasie zdążyłam odwiedzić polską stolicę. Kibicujących mi w dramatycznej historii dowodu osobistego informuję, że urząd stołeczny stanął na wysokości zadania i wyprodukował go na czas - znowu mogę więc być identyfikowana jako Polka. Poza tym Warszawa zaprezentowała wersję Polski w demo, czyli pogoda była cudowna, ciastka od Lukullusa i chleb z Rozbrat20 rewelacyjne, ślub i wesele kumpla nad wyraz udane, a taksówkarze... eee... taksówkarze to już nie była wersja demo (podobnie jak hotel i smog, ale nie bądźmy drobiazgowi; zresztą hotelowi stosowne opinie już wystawiłam). Pierwszy z nich uznał za stosowne skarcić nas za wezwanie go w miejsce nieodpowiednie*, następnie zaś pouczał długo i namiętnie, jakie miejsca są odpowiednie oraz wyjaśniał, dlaczego miejsca nieodpowiednie są nieodpowiednie i jak bardzo są nieodpowiednie, drugi zaś okazał wyraźną dezaprobatę z racji, że musiał przenieść swoje rzeczy z bagażnika, żebyśmy mogli tam zmieścić swoje walizki.
Rozumiem, klient pragnący przewozu to zawsze przykra sprawa i utrapienie... w efekcie więc podczas tego pobytu korzystaliśmy głównie z Ubera. Trafił się nam dokładnie jeden Polak, który wypowiedział się między innymi stanowczo na temat, że w Polsce jesteśmy bardzo gościnni, ale dla turystów, a nie emigrantów (być może podejrzewając, że A., żonaty z Polką, może snuć niecne plany stałego pobytu w polskim raju) - a także zwierzył się, że poza granicami polskimi był raz w życiu, w kraju bratnim NRD i mu się tam nie podobało (i słusznie, po co gdzieś wyjeżdżać, jeśli i tak wiadomo, że najlepiej jest w domu). Pozostałymi kierowcami byli emigranci, czyli Ukraińcy - którzy dla odmiany nie wypowiadali się na żadne tematy, cicho i sprawnie przewożąc nas z miejsca z miejsce. 

Poza tym co. Wiosna w pełni, w Alpach okres przejściowy. Śnieg utrzymuje się jeszcze w tej chwili na wysokości mniej więcej 1700 m n.p.m. - co oznacza, że jeśli pragnie się szlaków wiosennych, to trzeba się pogodzić z tym, że chadza się nieco niżej niż zwykle. Za to pogoda rozpieszczała nas tutaj temperaturami iście letnimi (które się niestety w okolicach tego poniedziałku skończyły). Koty mimo tego nalegają na balkonowanie; najmłodszy z nich zaś - ku mojej ogromnej radości - okazał się być zapamiętałym łowcą i pożeraczem pająków. Hurra, wreszcie ktoś będzie mnie bronił, gdy A. nie ma w domu!  


   





*czekaliśmy przy bocznej ulicy, gdzie nie było miejsc parkingowych 

Komentarze

  1. Wakacje przeleciały, a tu co? Nie nadrobisz opisywania wyjazdów :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Szwajcarska emerytura.

Co prawda, jest to w moim przypadku pieśń bardzo odległej przyszłości, niemniej jakiś czas temu uznałam, że pora temat zgłębić i przedsięwziąć coś konkretnego. Oczywiście, jest bardzo możliwe, że na przykład za pięć lat wielki meteoryt wymaże rasę ludzką z powierzchni tego pięknego globu, ale póki mamy status quo, lepiej jest sobie jednak tę przyszłość choć minimalnie zaplanować.
Emerytura w Szwajcarii składa się z trzech filarów. Dwa z nich są obowiązkowe, trzeci dobrowolny. 
Filar pierwszy to tak zwane AHV (Alters- und Hinterlassenenversicherung). Jest to, ujmując rzecz skrótowo, emerytura gwarantowana przez państwo (a także ubezpieczenie zapewniające rentę inwalidzką). Składki na ten cel odciągane są z pensji, a ich wysokość jest procentowa (dokładnie wynosi ona 8.4%), czyli osoby zarabiające lepiej będą wpłacać do kasy AHV więcej, niemniej nadwyżki zostaną w tym wypadku przeznaczone na "wyrównanie" dla osób zarabiających bardzo mało (tzw. system sprawiedliwości społeczn…

Bezrobocie w Szwajcarii - czyli Arbeitsamt i RAV.

Dla tych co tl;dr - jak w tytule.
Od razu na wstępie zastrzegam: wszystkie przypadki bezrobocia w Szwajcarii, jakie bliżej znam - wliczając mój własny - dotyczą ludzi, którzy najpierw tu co najmniej kilka lat przepracowali na umowach na czas nieokreślony, z pozwoleniami typu B lub C. I taki też przypadek - od strony "technicznej" - będzie opisany w tej notce. Z oczywistych względów* nie opisuję na blogu kwestii, z jakimi styku nie miałam, czyli na przykład bezrobocia na innych permitach; albo bezrobocia przy niepracowaniu w Szwajcarii nigdy wcześniej, itd. Nie wiem też, czy przepisy dla bezrobotnych w Luzern są takie same jak w innych kantonach. Jeśli macie chęć uzupełnić te braki w komentarzach - zapraszam serdecznie.
Jak kiedyś już tu na blogu wspominałam, każda osoba, która pracuje w Szwajcarii na umowie o pracę, co miesiąc uiszcza składkę na tzw. ubezpieczenie od bezrobocia. Dopóki nie zapoznałam się z tematem bliżej, sądziłam, że oznacza to, że gdy traci się pracę, aut…

M(w)iejskie życie.

Dla tych, co tl;dr - #problemyświatazerowego, #życieniejestidealne
Czytam sobie bloga o Paryżu, tego oto. Żal mi ogromnie, że autorka praktycznie już nie pisze - bo rzadko zdarza się ktoś, kto z taką maestrią i lekkością potrafi odmalować rzeczywistość, w jakiej żyje - tak, że czuję, jakbym tam była. Czytając, myślę o tym, czego mi w Szwajcarii brakuje - brakuje dlatego, że kraj jest po prostu... fizycznie mały. Brakuje mi tu otóż - miast. Miast z prawdziwego zdarzenia, wielkich; takich, w których można się zgubić, które poznaje się latami, w których życie zamiera dopiero w samym środku nocy albo nawet nigdy. Jestem dzieckiem miejskim - w mieście się urodziłam, w mieście wychowałam, w mieście spędziłam większość życia. Małe szwajcarskie miasta, miasteczka i wioski cenię sobie, owszem - jako urokliwe miejsca do spacerów; obrazki do fotografowania, z których z zapałem wyłuskuję pojedyncze elementy - barwne, fascynujące, czasami śmieszne. Uwielbiam je i mam do nich ogromny sentyment. Na…