Przejdź do głównej zawartości

Impresje czytelnicze za rok 2020.

[Z dedykacją dla K., bo gdyby nie ona, to pewnie nigdy bym tej notki nie dokończyła. Dziękuję!]

Kto regularnie czyta bloga, ten wie, że w 2019 chciałam policzyć, ile czytam rocznie. Efektem było kilka notek na Insta, a potem - gdy zawiesiłam tam konto - ta notka na blogu. W tym roku nie chce mi się liczyć, ile dokładnie książek przeczytałam, ale chcę uwzględnić, co... zwłaszcza że korzystając z amazonowej promocji, po pięciu latach zdecydowałam się nabyć nowego Kindle'a: a to, co przeczytane, chcę ze starego usunąć, nim się przesiądę na nowy. (Tę notkę zaczęłam pisać w sierpniu 2020. Nowy Kindle wciąż jeszcze leży w szufladzie... kolejny dowód na to, że mimo iż już zdecydowanie bardziej przemyśliwuję wydawanie pieniędzy, to jednak wciąż za mało).

Opisuję tu wyłącznie e-booki, książek papierowych nie, choć i tych trochę przeczytałam w tym roku - ale w papierze (w przeciwieństwie do e-booków) nie przeczytałam niczego po raz pierwszy. 

No, to lecimy. Na czerwono zaznaczyłam to, co najbardziej wartościowe.

"Enola Holmes. Sprawa złowieszczych bukietów" N. Springer - to czytałam na przełomie roku. Przyjemna detektywistyczna opowieść dla młodzieży. 


"Ocean odrzuconych. Córka jubilera" czyli tom pierwszy - oraz "Ocean odrzuconych. Klątwa wiecznego tułacza", czyli tom drugi, M. Knedler. Młoda żydowska dziewczyna z kochającego i bogatego domu, a w tle Austria: pierwsza i druga wojna światowa. Świetnie napisane, polecam. 


"Miedziaki" C. Whitehead. Afroamerykański nastolatek, USA lat 60. minionego wieku. Na faktach. Bardzo smutno, bardzo warto. 


"Spadająca kobieta" P. Murphy. Archeolożka z córką na wykopaliskach w Południowej Ameryce. Dziwne, zgrzytliwe, nie warto.  


"Zabójcze święta" - antologia. Opowiadania kryminalne z Bożym Narodzeniem w tle. Typowo rozrywkowe, można, nie trzeba. 


"Kocie oko" M. Atwood - z zimnym wzdrygiem przypomniałam sobie, dlaczego niekoniecznie fajne jest bycie małą dziewczynką. Bardzo dobre, choć nieco cyniczne i mocno przygnębiające. 


"Kamienne posłanie" M. Atwood - mroczne opowiadania, o ludziach i ich motywach do zabójstw. Bardzo dobre, zdecydowanie warto.


"Instytut" S. King - jeśli lubi się horrory Kinga (a ja lubię), to warto. Trochę w klimatach "Stranger Things".


"Siedmiu mężów Evelyn Hugo" T. Jenkins - czyli całe życie pewnej hollywoodzkiej aktorki podczas tzw. Złotej Ery. Można, całkiem niezłe. 


"Jej piękna twarz" R. Harding - obyczajówka z dużą ilością mroku w tle. Dwie przyjaciółki, sekrety i kłamstwa. Można, całkiem niezłe. 


"Opowiadania bizarne" O. Tokarczuk - w tych opowiadaniach jest jakaś ospałość i znużenie zarazem; brak świeżości. Nie polecam. 


"Miłość w cieniu wielkiej wojny" B. Ziembicka. Tytuł mówi wszystko, mogę tylko uzupełnić, że rzecz jest o Polce i Francuzie. Nuda, nie polecam. 


"Spełniony sen", I. Frączyk. Obyczajowo-romansowo, leciutkie; słabo pamiętam szczegóły, ale chyba mi się spodobało. Typowo na raz. 


"Gdzie śpiewają raki", D. Owens. Dziewczyna wychowana w dzikiej głuszy, miłość do przyrody i ludzie tzw. niestety cywilizowani. Piękna, mądra książka; zdecydowanie warto.


"Zakazana archeologia" R. L. Thompson i M. A. Cremo. Spojrzenie na odkrycia archeologiczne od strony hm, niekanonicznej. Jako laik, nie jestem w stanie ocenić wartości naukowej książki (może z wyjątkiem jednego rozdziału, co do którego nie mam wątpliwości, że opisane przypadki to humbug), ale czytało się doskonale, a autorzy przedstawili przekonujące argumenty. Co do kwestii bazowej, z całą pewnością się z nimi w 100% zgadzam: otóż zawsze w nauce bywało tak, że gdy raz została powszechnie przyjęta jedna wersja, bardzo ciężko było komuś przebić się z inną (nawet jeśli miał doskonałe dowody); a naruszanie kanonu skutkowało rozmaitymi opresjami, z pozbawianiem życia włącznie. D., przeczytaj, jestem ciekawa, co powiesz. 


"Jeszcze dzień życia" R. Kapuściński oraz "Imperium" R. Kapuściński - te książki zapewne wszyscy czytali na wiele lat przede mną. Jako że ongiś tego typu literatury w ogóle nie lubiłam, zaległości nadrabiam teraz. W 2020 czytałam sporo o Afryce* i "Jeszcze dzień..." - czyli o Angoli - to właśnie ta tematyka. "Imperium" to o Rosji - a właściwie o ZSRR. Obydwie książki świetne, czytałam z ogromnym zainteresowaniem. Jeśli ktoś, jak ja, nie miał wcześniej styku z Kapuścińskim - bardzo polecam.  


"Nadzieje i marzenia" M. Kordel - małe miasteczko, nieoczekiwany spadek, a potem cofamy się w czasie. Jak pisałam w 2019, optymistycznie, ciepło, fajnie - idealna lektura na urlop lub święta.


"Dom z dwiema wieżami" M. Zaremba-Bielawski - autor opisuje historię swojej rodziny: dwa odmienne światy - zasymilowany żydowski i szlachecki, dwudziestolecie międzywojenne, wojna, emigracja do Szwecji w 1968. Świetna książka, ogromnie interesująca, bardzo warto. 


"Gołębie wzlatują" M. Nadj Abonji - serbscy Węgrzy w Szwajcarii, rozważania emigracyjne analogiczne jak u Polaków, którzy uciekli do RFN. Osobiście nie jestem fanką, ale jeśli ktoś koniecznie chce, to czemu nie. 


"Wakacje w Trzeciej Rzeszy. Narodziny faszyzmu" J. Boyd - tytuł mówi wszystko: czyli jak to było być turystą w Trzeciej Rzeszy. Bardzo interesujące i zarazem ponure; warto.
 

"Trzecia terapia" D. Chlupova - współcześni Polak i Niemka: o tym, jak historia niszczy ludzkie życia kilku pokoleniom. Można, nie trzeba.


"Czarne słońce" J. Żulczyk - czyli "Wroniec" Dukaja na sterydach i haju (narkotyk mocno zanieczyszczony). Miało być szokująco, odrażająco i przeraźliwie, a tymczasem w mojej pamięci pozostało wzruszenie ramionami.  


"Muzy Młodej Polski" M. Śliwińska - o siostrach Pareńskich. Dla zainteresowanych tematem. Mogłoby być lepiej napisane; wyszło dość chaotycznie. 


"Siła" N. Aldermann -  wiele mówiące jest to, że nie pamiętam tej książki w ogóle... zwykle, nawet po roku, jakieś tam wrażenie zostaje, a tym razem musiałam przekartkować. Otóż książka jest o tym, że kobiety nagle zaczynają dysponować śmiercionośną siłą i jak w związku z tym zmienia się cały świat. Zamierzenia były, zdaje się, wygórowane... a wyszło taniutkie sf.


"Ja, Królowa" R. Czarnecka - historia królowej Bony. Dla zainteresowanych tematem. Można, nie trzeba.

   
"Dobry omen" T. Pratchett i N. Gaiman. To już kiedyś czytałam, ale zupełnie nie pamiętałam i chciałam odświeżyć. Znowu prawie nic z tego nie pamiętam, co zdecydowanie oznacza, że choć z osobna są świetni, to duet im nie wypalił.


"Dziwka" M. Cole - życie codzienne prostytutki i jej dzieci. Można, nie trzeba.    

 
"Rozdroża" S. Waszut - Górny Śląsk, życie codzienne kilkorga ludzi tuż przed wybuchem wojny i w jej trakcie. Z przyczyn rodzinnych tematyka bardzo bliska mojemu sercu. Polecam.  


"W obcym domu" S. Waszut - druga część "Rozdroży",  czas powojenny. Też polecam.   


"Brzydsza siostra. Tylko frajerki liczą na wróżki" S. Wilson - bajeczka dla nastolatek; przeczytają i po pięciu minutach zapomną, tak jak ja. 


"Polak z Ukrainy" D. Garbowski - Polska oczami ukraińskiego emigranta. Świetne, bardzo warto. (Oraz mam szczerą nadzieję, że Dima ostatecznie wygrał z polskimi urzędami...) 


"Nieczułość" M. Bunda - matka i córki, wieś na Kaszubach, w trakcie wojny i długo po. Polecam. 


"Widzę Cię" C. Mackintosh - kryminał/thriller psychologiczny. Interesujący, choć nie do końca dopracowany technicznie pomysł, nie domyśliłam się sprawcy. Dobra rozrywka, polecam.


"Pozwolę Ci odejść" C. Mackintosh - j.w. i też polecam.


"Pandemia" J. Wagner - tematyka pandemiczna klasyczna: nasze czasy, wybuch zarazy, bohaterowie starają się uciec z miasta w bezpieczne miejsce. Odpowiednia rozrywka na czas pandemii.

  
"Epidemia" R. Cook i "Zaraza" R. Cook - kiedyś już to czytałam, ale nie mogłam nie odświeżyć w czasach covida. Rozrywka na czas pandemii.


"Dzieci rewolucji przemysłowej" K. Nowak - czyli jak zbudowano nasz globalny wspaniały kapitalizm pracą niewolniczą dzieci. Lektura obowiązkowa, szczególnie dla fanatycznych wyznawców wolnego rynku (wiem, i tak nie przeczytają). Bardzo dobra książka.  


"Zawsze mieszkałyśmy w zamku" S. Jackson - o zaszczuwaniu w małej społeczności. Siłą rzeczy przygnębiające. Można, nie trzeba. 


"Prostytutki. Tajemnice płatnej miłości" M. i P. Mieśnik - czyli najstarszy zawód świata w polskich realiach. Mało wyrafinowania, dużo wulgarności i gonienia za sensacją. Ewentualnie można, ale nie trzeba.


"W sieci zł@" W. James - kryminał/thriller. Kłopoty wychowawcze z nastolatkami. Wciąga; dobrze napisane.


"Moje wielkie ruskie wesele" A. Mandes-Tarasov - czyli relacja Polki, wychodzącej za mąż za Rosjanina. Podobnie jak u Dimy (i jak w życiu większości z nas) - polskie urzędy w pełnej krasie; polskie stereotypy też. Zdecydowanie można.

  
"Tysiąc róż" M. Rem - kryminał, mąż i żona, historia stara jak świat; wyszło niezbyt zgrabnie. Nie warto.


"Na marne" M. Sapała - o marnowaniu żywności, konsumpcji, freeganizmie. Doskonała książka. Lektura obowiązkowa. 


"Kawowe listy. Capuccino" - ebook blogerki Primo Capuccino. Ładnie - choć króciuteńko - napisane o tym, co w życiu najważniejsze. Mogłabym się podpisać pod. 

   
"Wieczni tułacze. Powojenna emigracja polskich Żydów" H. H. Marcinkowska - jak w tytule. Bardzo przygnębiające i poruszające; bardzo interesujące. Bardzo warto. 


"Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów" D. Feldman - o szaleństwie ortodoksyjnej religii. Bardzo przygnębiające, bardzo interesujące, bardzo warto.
 

"Dlaczego jesteś głupi, chory i biedny?" R. Gage - z zasady nie czytam amerykańskich poradników, ale tytuł mnie rozbawił i przyciągnął moją uwagę (co zapewne było zamierzeniem autora). Książkę da się streścić dosłownie w kilku słowach: 
- myśl pozytywnie
- religia to zło
- zdrowe odżywianie to podstawa
- syndrom wyuczonej bezradności to nic dobrego
- myśląc dużo o pieniądzach, przyciągniesz je do siebie
- libertarianizm über alles  
- zdrowy egoizm jest bdb.

Z częścią z tych punktów nie sposób się oczywiście nie zgodzić, ale pozostałe... no cóż, powiedzmy, że psują efekt. W każdym razie książki już czytać nie musicie - zapewniam, że nie ma w niej niczego więcej. 

"Wszystkie nasze dni" N. Sońska - miało być romantycznie, wyszło baaardzo przewidywalnie i nudno; dodatkowo autorka niezbyt dobrze radzi sobie z pisaniem. Zdecydowanie nie warto.

 
"Na progu zła" L. Candlish - thriler psychologiczny; dobry początek, ale potem już nieco gorzej - niemniej i tak wciąga. Można, nie trzeba.


 "Idealna żona" K. Belle - thriller na dwa głosy; przemoc domowa w tle. Wciąga. Można.


"Normalni ludzie" S. Rooney - problemy niedojrzałych emocjonalnie ludzi; przewidywalne i nudne do bólu szczęki od ziewania. Zdecydowanie nie warto.


"Kolory pawich piór" J. Moyes - trzy różne kobiety i powiązania między nimi. Miało chyba być wzruszająco, wyszło dość nudno. Nie polecam.


"Słone ścieżki" R. Winn - na faktach. Piękna, pełna spokojnej mądrości książki - mądrości, jaką daje wyłącznie przejście przez ostateczny ból. Powieść drogi w najlepszym tego słowa znaczeniu. Koniecznie!   


"Trzy kobiety" L. Taddeo - reportaż. Dorosłość nastolatki, którą wykorzystał nauczyciel. Dorosłość nastolatki zgwałconej przez kolegów. Dorosłość nastolatki z zaburzeniami odżywiania. Trzy historie. Interesujące. Warto.  


"Ciemna materia. Historia gówna" F. Werner - jak w tytule. Interesujące. Warto.   


"Egipt. Haram halal" P. I. Kalwas - współczesny Egipt z punktu widzenia polskiego emigranta. Bardzo interesujące, choć miejscami szalenie przygnębiające i przerażające. Zdecydowanie warto. 


"Grecja. Gorzkie pomarańcze" D. Sturis - reportaż Polaka z greckimi korzeniami. Interesujące, warto. 


"Gwiazdor" Piotr C. - Warszawka celebrycka, w roli głównej młody, 40-letni facet o stopniu zgorzkniałości 70-latka. Aż trudno uwierzyć, że pisane przez tę samą osobę - inne i zdecydowanie lepsze niż poprzednie książki. Dobrze się bawiłam.


"Pokojówka miliardera" M. Benedict - Pensylwania, XIX wiek, emigrantka z Irlandii. Życiowe. Można, nie trzeba. 
 

"Pod kluczem" R. Ware - niania w rzekomo nawiedzonym domu. Dobry thriller, choć zakończenie mnie rozczarowało.  


"Jest krew" S. King - jeśli ktoś lubi Kinga (a ja lubię), to zdecydowanie tak.  


"Przeznaczenie skrytobójcy" R. Hobb - ostatni tom ostatniego cyklu Robin Hobb. O ile zazwyczaj nie lubię wielotomowych fantasy, to Hobb jest bardzo dobra. Wiarygodny, interesujący, oryginalny świat - fabuła mocno życiowa, bez głupstewek, banałów i łatwych rozwiązań. W podejściu do swoich bohaterów przypomina mi czasami Feliksa W. Kresa. Polecam całość: cykl Kupcy i ich Żywostatki, potem cykl o Skrytobójcy i wreszcie - o Złotoskórym.   


"Spod kozetki. O pewnym psychiatrze i jego najdziwniejszych przypadkach" G. Vorgan, G. Small - jak w tytule, przypadki prawdziwe. Interesujące. Można. 


"Matka jej córki" D. Petrova - kryminał/thriller. Dawczyni i biorczyni jajeczka; sprawa kryminalna w tle. Można, nie trzeba. 


"Diabeł i tabliczka czekolady" P. P. Reszka - reportaże o Polsce, tematyka najróżniejsza. Warto.


"Brzuch Matki Boskiej" M. Handschke - trzy pokolenia polskich kobiet, ich życia i relacje. Niezbyt udane, nie warto.

   
"Czasami kłamię" A. Feeney - kryminał/thriller. Główna bohaterka w śpiączce. Wciąga, zakończenia się nie spodziewałam, choć nie jest przekonujące. Można.


"Irak. Piekło w raju" P. Smoleński - doskonały reportaż, wyjaśniający właściwie wszystko, co trzeba wiedzieć o Iraku. Bardzo polecam. 


"Cygan to Cygan" L. Ostałowska - reportaż o Romach. Podobnie jak poprzednia, kolejna świetna książka wydawnictwa Czarne. Bardzo polecam. 


"Kaprysik. Damskie historie" M. Szczygieł - abstrahując od tego, że nie podoba mi się tytuł, sugerujący, że skoro o kobietach, to nie może to być nic (po)ważnego, czytało się dobrze - dla rozrywki jak najbardziej polecam.
 

"Droga utraconej niewinności" S. Mam - wstrząsający reportaż o rzeczywistości kambodżańskich burdeli, opowiedziany przez kobietę, która sama jako dziecko została przez rodzinę do takiego burdelu sprzedana. Bardzo ciężka książka. Zdecydowanie warta przeczytania, choć świat po niej nieco się zmienia (i to nie na plus). 
 

"Boskie przyrodzenie. Historia penisa" T. Hickman - jak w tytule; i znowu książka wydawnictwa Czarne. Interesujące i dobry rozrywka; polecam.

 
"Telefonistka" G. Berg - lata 50. w amerykańskim miasteczku, obyczajówka. Fajnie się czytało, jak najbardziej można.  


"Tajemniczy opiekun" J. Webster - jako nastolatka bardzo tę książkę lubiłam, ale prawie już nie pamiętałam, o czym była, więc zdecydowałam się ją przeczytać ponownie... i muszę przyznać, że pigmaliońskie zapędy Ojczulka zdecydowanie mnie irytowały. Jednak pewne rzeczy są dobre wyłącznie dla młodzieży.

"Kochany wrogu" J. Webster - druga część Tajemniczego opiekuna; pod pewnymi względami nieco lepsza, ale wciąż - to już nie lektura dla mnie.  

"Czekoladowy tort z Hitlerem" E. Craigie - wyobrażenia autorki, jak mógł wyglądać dziennik najstarszej (12-letniej) córki Goebbelsa. Przeczytałam niejako siłą rozpędu, bo od zawsze szokował mnie fakt, że Goebbelsowie zdecydowali się uśmiercić swoje własne dzieci. Książka jest ok, choć bez rewelacji.     

"Chłopczyce z Kabulu" J. Nordberg - czyli reportaż o tym, jak (i dlaczego) w Afganistanie z córki zrobić syna. Świetna książka, przeczytałam jednym tchem. Bardzo, bardzo polecam!

 "Arbuz", "Wakacje Rachel", "Anioły", "Jest tam kto?", "Tajemnica Mercy Close" M. Keyes - te książki już kiedyś czytałam (nawet pamiętam, że pierwszą z nich - Arbuz - na dominikańskiej plaży), ale ponieważ bardzo lubię Keyes, więc zdecydowałam się przeczytać je raz jeszcze, całą serią. Każda książka opowiada o życiu jednej z pięciu sióstr Walsh - i każda porusza zarazem odmienny, a bardzo życiowy problem. Arbuz to porzucenie i samotne macierzyństwo; Wakacje Rachel - uzależnienie od narkotyków; Anioły - zdrada i utrata pracy; Jest tam kto? - śmierć ukochanej osoby; Tajemnica Mercy Close - depresja. Wszystkie są bardzo dobrze napisane i zdecydowanie warte przeczytania (a ja planuję nabyć je sobie w końcu w papierze).      


"Tajemnica zielonej pieczęci" i "Głowa na tranzystorach" H. Ożogowska - kolejne lektury z czasów mojego dzieciństwa i nastoletniości, których nigdy nie miałam w papierze, więc wróciłam do nich dzięki ebookom. Nie wiem, na ile sprawdzą się w przypadku dzisiejszych dzieci, urodzonych i wychowanych w zupełnie innych czasach, ale ja przeczytałam ponownie z przyjemnością.   


"Piętnaście dni bez głowy" D. Cousins - nastolatek w rodzinie alkoholowej. Czytało się dobrze, choć serce się ściska.


"Idealne życie" M. Kent - idealna rodzina z trójką dzieci i zazdrosna stalkerka. Bardzo dobry thriller, zdecydowanie wciąga. Polecam.

 
"Perfekcyjne kłamstwo" M. Kent - małe miasteczko i zaginiona kobieta. Kolejny bardzo dobry thriller tej samej autorki co wyżej; też polecam.  


"Złe miejsce" M. Kent - i kolejny thriller powyższej autorki. Bardzo interesujący początek, im dalej w las tym gorzej, ale wciąż niezła rozrywka.   


"I żyli długo i szczęśliwie" C.C. MacDonald - kryminał, czyli o tym, jak niezbyt szczęśliwa kobieta sprowadza sobie na głowę problem, przy którym wszystkie poprzednie znikają. Można, nie trzeba. 


"Tessa d'Uberville. Historia kobiety czystej" H. Thomas - czyli klasyka, której jednakowoż nigdy wcześniej nie czytałam. Wiktoriańska Anglia i uwiedziona dziewczyna. Historia stara jak świat, ale i tak warto przeczytać. Pod koniec XIX wieku ponoć szalenie kontrowersyjna, ale to było oczywiście bardzo dawno temu. 
 

"Wielkie nadzieje" C. Dickens - kolejny klasyk, którego wcześniej nie czytałam. Napisana w taki sposób, że poważnie podejrzewałam, że to parodia, ale żadne źródła tego nie potwierdziły; taki pewnie styl był modny, choć w "Opowieści wigilijnej" tego nie widzę. W każdym razie wreszcie zapoznałam się z postacią Miss Havisham.   
 

"Dawne kłamstwa" M. Shehadi - trzy córki hollywoodzkiej gwiazdy filmowej odkrywają, że ta nie mogła być ich matką. Przyzwoita rozrywka, jak najbardziej można. 


"Małe Licho i lato z diabłem" M. Kisiel - kolejna książka z cyklu o Małym Lichu. Jak już kiedyś pisałam - niby nie do końca mi te książki Kisiel podchodzą, ale jednak sięgam po każdą kolejną (tyle, że czytam raz - nie mam potrzeby wracać). Dla dzieci jak najbardziej.        
   

"Jak wytresować lorda" A. Renton - czyli o tym, co naprawdę dzieje się w brytyjskich szkołach dla klas wyższych, oczami jednego z absolwentów. Książka bardzo ciężka i ponura, ale i bardzo dobra. Zdecydowanie polecam. 


"Ostatnia rola Hattie" M. Mindy - thriller: nastolatka zamordowana w małym miasteczku. Wciągające i całkiem niezła rozrywka.  


"Prince Polonia" M. Cegielski - o tym, jak się zarabiało za granicą w latach 80. Bardzo ciekawe i dobrze napisane, wciąga; zdecydowanie polecam!  


"Pułapka" M. Raabe - kryminał/thriller. Znana pisarka nieoczekiwanie odnajduje zabójcę swojej siostry i pragnie go ukarać. Wciąga, polecam.    


"Kryształowe smoki 2019" - opowiadania sf, motyw przewodni - czas. Króciutkie; można.


"Kraina Lovecrafta" M. Ruff - czyli rasizm lat 50. w USA plus elementy fantastyczne. Moim zdaniem książka byłaby dużo lepsza bez tych ostatnich, a tak - mam mieszane uczucia. Najlepiej przekonajcie się sami.  


"Idealna opiekunka" P. Morgan - kryminał/thriller. Martwa opiekunka i zaginione dziecko. Można, choć mnie zupełnie nie spodobało się rozwiązanie zagadki. 


"Gaz do dechy" J. Hill - horror, opowiadania. Syn S. Kinga zdecydowanie odziedziczył talent ojca. Polecam (oraz - w przeciwieństwie do większości polskich zbiorów opowiadań sf - tu przynajmniej pamiętam, o czym to było).


"Klub Miłośniczek Czekolady", "Dieta Miłośniczek Czekolady", Święta Miłośniczek Czekolady", "Miłośniczki Czekolady i ślub" C. Matthews - czyli perypetie kilku przyjaciółek, które - jak wskazuje tytuł - kochają czekoladę. Zabawne, lekkie, niegłupie, przyjemne - idealne na urlop. Zdecydowanie wzmaga apetyt na czekoladę. 


"Jej pierwszy błąd" S. Jones - thriller. Zupełnie nie pamiętam o czym to jest i musiałam przekartkować, ale nawet to za bardzo nie pomogło... mętnie przypominam sobie tylko, że nie spodobało mi się zakończenie. Jak widać - nie mogę polecić.      


"Figura jak z ekranu" A. Męczyńska - króciutka książeczka o tym, jak... dobrze się ubierać, gdy jest się osobą w rozmiarach wyższych niż przeciętny. Zupełnie nie wiem, jakim cudem trafiło to w moje ręce, nie dysponowałam bowiem nigdy w życiu ani nadwagą ani też wątpliwościami odnośnie swojego stylu ubierania. Skoro już jednak było na Kindle'u i miałam dużo czasu, bo byłam na urlopie, to przeczytałam, choć przyznam, że nie bardzo pamiętam jakiekolwiek wskazówki poza tym, że należy się ubierać "stosownie do figury" (z czym się zresztą nie zgadzam, uważam bowiem, że każdy powinien ubierać się tak, jak mu się podoba i jeśli pulchna dziewczyna dobrze czuje się w mini, chuda w wydekoltowanej bluzce, a osiemdziesięcioletnia kobieta w bikini ze stringami, to niby dlaczego miałyby tego nie nosić? Osobiście zamierzam nosić bikini na plaży aż do śmierci, a komu się to nie podoba, to niech odwróci wzrok).


"Ciało nie kłamie" T. J. Mitchell, J. Melinek -  codzienna praca patolożki. Bardzo interesująca, doskonale napisana książka. Zdecydowanie polecam.  

   
"Zakłamane życie dorosłych" E. Ferrante - jedna z tych książek, które są zapisem pewnego fragmentu czyjegoś życia, ale tak naprawdę nic z nich nie wynika. Poruszana tematyka właściwie we wszystkich aspektach zupełnie obca mojemu małemu wszechświatowi, być może dlatego mnie nie zainteresowało. W każdym razie tetralogia neapolitańska tej samej autorki - dużo lepsza.    
  

"Akademia Pana Kleksa" J. Brzechwa - znowu odświeżanie lektur z dzieciństwa. I właściwie dlaczego pan Kleks przyjmował do Akademii tylko chłopców? Oraz, jak tak czytam Brzechwę, to zastanawiam się, czy podobnie jak Philip K. Dick brał hm, zbyt dużo leków... 


"Inni ludzie" C. J. Tudor - kryminał/thriller. Zaginiona córka. Nie podobało mi się; naciągane. 

   
"Służąca" A. Sinicka - kryminał/thriller. Polska. Służąca w dziwnym domu. Przesadzone. Nie spodobało mi się.


 "Świat studni. Północ przy Studni Dusz" J. L. Chalker - to była książka, którą czytałam jakieś ćwierć wieku temu, nie pamiętałam tytułu, natomiast trochę pamiętałam treść i koniecznie chciałam przeczytać ją ponownie. Tytuł (z pomocą) udało mi się odnaleźć, książkę przeczytałam - czego można było się spodziewać, jako nastolatce podobała mi się bardziej. Niemniej to wciąż fajna historyjka sf i byłby świetny materiał na młodzieżowy serial; aż dziwne, że nikomu nie przyszło do głowy sfilmowanie.         
  

"Trzecia strona medalu" M. Keyes - trzy kobiety we współczesnym Londynie; głównie o tym, jak pięknie trawa jest zieleńsza po drugiej stronie płotu. Bardzo fajnie napisane, jak to u Keyes; oraz bohaterki, które niekoniecznie postępują w sposób miły - ale za to ludzki. Zdecydowanie polecam.    


"Dorośli" M. Aubert - znowu urywek cudzego życia, z którego nic nie wynika: bezdzietna singielka w średnim wieku, jej zamężna i dzieciata siostra, rodzice i spotkanie na urlopie. Znów jestem z zupełnie innego wszechświata i zupełnie nie mam jak się z kimkolwiek utożsamić. Nie polecam.


"Długi płatek morza" I. Allende - ludzkie losy na tle hiszpańskiej wojny domowej, a później emigracji do Chile. Bardzo dobra, interesująca, świetnie napisana książka - zdecydowanie polecam! 


"Pokój służącej" F. Mitchell - o Filipinkach, zatrudnianych w Singapurze jako pomoce domowe (głównie przez ekspatów) - czyli jedna z form współczesnego niewolnictwa. Zdecydowanie warto. 


"Całe miasto o tym mówi" F. Flagg - male miasteczko w Missouri na przestrzeni długich lat. Ciepło, przyjemnie, wzruszająco - jak to u Flagg. Doskonałe na urlop.
 

"Podróżniczka" E. Dzieduszycka - całkiem zapomniałam, że już to kiedyś czytałam, kupiłam więc i przeczytałam ponownie. Wciąż z niesłabnącą siłą zazdroszczę Dzieduszyckiej, że mogła zobaczyć tamten nieskażony i niezagrożony wyginięciem wszystkiego świat. Polecam, oczywiście. 


"Ogniem i mieczem", "Potop" H. Sienkiewicz - czyli jedyne książki Sienkiewicza, których nigdy wcześniej nie czytałam. Jakoś przebrnęłam przez całą tę bezsensowną przemoc, okrucieństwo, rasizm i szowinizm, choć "Pana Wołodyjowskiego" już nie dałam rady. Może kiedyś.   


"Jądro ciemności" J. Conrad - czyli klasyka o rasizmie i początkach kolonializmu w tłumaczeniu Anieli Zagórskiej (nudnawe i męczące) i Jacka Dukaja (dobre i przejmujące; wybrzmiało tak, jak wybrzmieć powinno - chylę czoła, panie Dukaj!)


"Od jednego Lucypera" A. Dziewit-Meller - Losy pewnej rodziny z Górnego Śląska tuż po wojnie i potem, czyli jak Historia niszczy ludzi nawet wiele pokoleń później. Doskonała książka, ogromnie polecam.  


"Nasze życie" M. H. Lafon - narratorka (w wieku mile dojrzałym jak na literackie obyczaje, popieram ten trend) obserwuje ludzi i wymyśla ich historie, przy okazji rozliczając się z własnym życiem. (Jedna z tych osób, które de facto zmarnowały własne życie... a tymczasem wystarczyłoby pójść na dobrą terapię. Nie mogę nie czuć litości, ale jednocześnie czuję się też zawsze poirytowana). W moje życie ta książka niczego nie wniosła, ale poczytajcie i oceńcie sami.  


"Jeden dzień w grudniu" J. Silver - o tym, jak bardzo poplątane mogą być ludzkie losy na przykładzie dwóch (najpierw młodziutkich, potem - z biegiem lat - już mniej) przyjaciółek. Można, nie trzeba. 


"Pierwsza taka gwiazdka" K. Schaler - młoda kobieta nielubiąca świąt zostaje przez szefa wysłana na... obóz, żeby je polubić. Miłe, ciepłe, bardzo radosne i przyjemne, nawet jeśli trochę naciągane. Idealne na świąteczny urlop.


"Kraina Zeszłorocznych Choinek" J. Szafrańska - cztery rodziny z małego miasteczka plus nadchodzące święta. Jak wyżej: ciepłe, miłe, przyjemne; idealne na świąteczny urlop.


"Listy pełne marzeń" M. Witkiewicz - czyli ładny pomysł, jak można być naprawdę Świętą Mikołają (choć w kwestii e-maili research nie został najwyraźniej w ogóle przeprowadzony i to zazgrzytało mocno! ale już trudno). Lekkie, przyjemne, idealne na świąteczny urlop.    


"Blask choinki" A. Lis - dwie spore, zaprzyjaźnione rodziny spędzają święta w hotelu. Nudne, męczące, postacie jak w telenoweli brazylijskiej  - nawet w 3/4 książki wciąż nie orientowałam się do końca kto jest kim... mimo że autorka umieściła na początku opis postaci; zresztą ze szczególnym uwzględnieniem włosów i fryzury każdej z nich. Pracowniczki korpo to "twarde babki"; wszyscy (oprócz dzieci i jednej kobiety, która jest w ciąży) piją duże ilości kawy i koszmarne calvadosa (srsly?) Spacery po Krupówkach, chodzenie na basen, zachwycanie się dekoracjami - coś pominęłam? Nie polecam.

"Serce w kopercie" M. Falkowska -  okres przedświąteczny, dwie siostry-studentki oraz życie uczuciowe każdej z nich; bardzo przewidywalnie, ale lekko i przyjemnie aż do zakończenia... które było w swej pierwszej części tak zaskakujące oraz niepasujące do wcześniejszych faktów, że opadła mi szczęka. No, pani autorko, nie można najpierw budować świata, w którym z komentarza odautorskiego, zachowań postaci i zachowania ich otoczenia wynika a... po czym nagle decydować, że tak właściwie będzie b - bo to się nie trzyma kupy. 

I tę właśnie ostatnią książkę zaczęłam czytać jeszcze w starym roku... a dokończyłam już w nowym, czyli tym.
 
  
Książki, których nie dokończyłam:

"Rok na Majorce" K. Majewska. Książka głupia, płytka, oderwana od rzeczywistości i irytująca tak samo, jak jej główna bohaterka. Zdecydowanie nie polecam.   

Antologia Przedmurze - polskie sf pod redakcją Sedeńki. Dociągnęłam tylko do 42%, co najlepiej świadczy o tym, że nie polecam. Przyczyna ta, co zwykle - za dużo szowinistycznego/rasistowskiego/homofobicznego bełkotu. Za duża już na to jestem.     

"Bóg, auto, ojczyzna" T. Brzeszczak - miała być współczesna dresiarnia wyższego poziomu i zabawnie, ale nie zdzierżyłam już po 28%. Zdecydowanie nie polecam. 


"17 szram", czyli zbiór opowiadań kryminalnych, dociągnęłam do 63% i porzuciłam... To samo z "Rakietowymi szlakami 01", zbiór opowiadań sf (tyle, że tu zmęczyłam się na 74%). Nie pamiętam niczego z tych zbiorów, więc może po prostu dokończę w tym roku i wtedy mi się przypomni. A może nie. 



I to już koniec tej bardzo, bardzo długiej notki. Ciekawa jestem, czy ktokolwiek dobrnie do jej końca. Oraz poproszę więcej feedbacku - czy ktoś (poza K.) w ogóle to czyta? D., może Ty?


  
  

    
*sięgnęłam też po "Kongo. Opowieść o zrujnowanym kraju" D. van Reybrouck i "Gdyby cala Afryka" R. Kapuścińskiego - obydwie to świetne, ale bardzo ciężkie i przygnębiające książki... dojechałam do 60% i dałam sobie spokój; potrzebowałam wtedy lżejszych lektur. Myślę, że dokończę obydwie w tym roku.    

Komentarze

  1. Ja podczytuję ;)
    Dobrnęłam do połowy. Potem już tylko czerwone, ale zapisuję w ulubionych, bo bardzo cenne to będzie jak nie będę miała pomysłu co nowego czytać, a nie "wtopić" w coś niewartego czasu. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Miedziaki" wiem, że warto, "Dom z dwiema wieżami" mam w kolejce od dłuższego czasu, dobrze, że polecasz, na pewno przeczytam. W kwestii "Opowiadań bizarnych" zupełnie się nie zgadzamy, Atwood, Feldman, Rooney, Vorgan, Reszka, Keyes, Cegielski, Kisiel, Dziewit-Meller, Allende - pełna zgoda. Cieszę się, że "Gwiazdor" Ci się podobał i uważasz za lepszą niż poprzednie, ja też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś tak jest, że Tokarczuk ogólnie słabo mi podchodzi... bardzo ją cenię i szanuję, ale do książek/opowiadań nie mam ochoty wracać.
      Nie wiedziałam, że też lubisz Keyes :-)

      Usuń
  3. (no to jeszcze raz) z Twojej listy czytałam tylko 9 książek, z tego 3 baaardzo dawno, ale jedna z "czerwonych" - "Kocie oko" jest na liście moich ulubionych od lat, Atwood wielbię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że teraz się udało! Tak, Atwood jest świetna :-)

      Usuń
  4. Bardzo czytelniczy rok, jak zwykle. Parę komentarzy ode mnie:
    1. Kapuścińskiego czytam teraz chronologicznie, zawsze lubiłam i przeczytałam co najmniej połowę jako nastoletnia panna, ale po przeczytaniu "Kapuściński non-fiction" w 2019 roku nabrałam ochoty na odświeżenie całego dorobku. Tak, to są przygnębiające książki, ale dają do myślenia jak jakieś najwyższej próby hard sci-fi. W tym roku przeczytałam "Czarne gwiazdy" o Lumumbie i Nkrumahu, naprawdę świetne. Polecam "Busz po polsku", dla odmiany reportaże z kraju..
    2. "Tajemniczego opiekuna" oczywiście czytałam we wczesnej młodości i już wtedy mi ta powieść zgrzytała, ale nie do końca wiedziałam czemu, dopiero nowoczesna nomenklatura mi podsunęła właściwe słowo: grooming. Nope, nope, nope.
    3. "Pan Wołodyjowski" jest IMO najlżejszą z wszystkich części trylogii Sienkiewicza, jest nawet dość zabawny. "Potop" był koszmarny, przy "Ogniem i mieczem" wymiękłam po paru stronach. Nie, że nienawidzę Sienkiewicza, bo ma swoje momenty, ale trylogia to koszmar. Nie wiem, czemu jeszcze się tym katuje dzieciaki w szkołach.
    4. DZIĘKUJĘ za głos na temat "Dobrego omenu". Mnie zanudziła śmiertelnie i dojechałam tylko do 1/3, myślałam, że ze mną coś nie tak, bo każdy się tak rozpływa nad tym tytułem. Lubię Gaimana, nie lubię Pratchetta, "Dobry Omen" ma w sobie więcej Pratchetta niż Gaimana. Chyba odpuszczę i obejrzę serial.
    5. Znowu wypływają jakieś książki Atwood, których nie czytałam, a niech to! :D
    Oczywiście polecam przesiadkę na nowego Kindle'a :) Też kochałam mój starusieńki model, model z 2014 umarł i nie dało się naprawić, ale paperwhite naprawdę poprawił moją jakość życia. BTW wiesz, że możesz organizować swoją bibliotekę w kolekcje? Dodatkowo, jeśli przejrzysz chmurę na Amazonie to Ci pokazuje, co czytałaś, a co nie, ewentualnie możesz to też ustawić manualnie. Bardzo ułatwia życie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Dobry pomysł z tym Kapuścińskim chronologicznie, też tak zrobię.
      2. Nie znałam terminu "grooming", ale tak, coś jest na rzeczy... ona nastolatka, on 30-latek. Niesmak.
      3. Chciałam wreszcie przeczytać Trylogie, bo jednak tyle odnośników kulturowych, a ja nigdy... "Pana Wołodyjowskiego" zaczęłam, ale ten początek był na tyle, hm, głupawy, że wykończona "Potopem" i "Ogniem i mieczem" dałam sobie spokój. Może zmęczę w tym roku. "Quo vadis", "Krzyżaków" czy "W pustyni i w puszczy" czytało mi się znacząco lepiej, ale może dlatego, że dużo młodsza wtedy byłam...
      4. Ja uwielbiam Pratchetta :-) Gaimana też. Ale "Dobry omen" po prostu znika mi z pamięci i już, nic nie poradzę.
      5. Tak, znam to uczucie :-D
      6. Mój pierwszy Kindle to był Paperwhite, z 2013 (dziś używa go mój Tata). Potem, gdy w 2015 zostawiłam go w samolocie i myślałam, że już nie odzyskam, kupiłam też Paperwhite'a, tylko jakąś nowszą edycję - w której niestety bateria trzyma krócej niż w tym starszym. Ten nowszy Paperwhite (2 edycja? a może 3?) ma się dość dobrze do dziś, ale nie w upały - w upały przestaje działać normalnie i żeby przewrócić stronę, muszę wykonać ruch przewracania, potem muszę go zablokować i odblokować i dopiero wtedy widzę kolejną stronę... Kilka razy też się sam z siebie zrestartował, co było dość irytujące (papierowe książki Ci tego nie robią, wiadomo). Kupiłam więc w 2020 Paperwhite edycję 10 - i leży w szufladzie, bo w międzyczasie upałów nie ma, więc mój staruszek działa dobrze. Ja się w ogóle dość mocno przywiązuję do elektroniki i nie lubię zmieniać laptopów/telefonów/Kindle'a itd. - no i trochę mam wyrzuty sumienia, że kupiłam nowego, podczas gdy stary w sumie wciąż jeszcze działa... W każdym razie teraz, gdy podsumowanie napisane, przełączę się na używanie nowego i zobaczymy, jaki jest.
      Nie, nie wiedziałam o możliwości organizowania w kolekcje, dzięki! A jest może opcja, żeby wyświetlało tytuł i autora podczas czytania, nie wiesz?

      Usuń
    2. O, to akurat jest kwestia kindle, każde urządzenie ma inaczej. Nawet display w obrębie jednego jest niespójny, bo co innego książka ze sklepu kindle, a co innego ebook zaimportowany z zewnętrznych źródeł. Olałam temat, byle się zawartość wyświetlala. Na szczęście upały to dla mnie nie problem :D

      Usuń
  5. Czytam. I jestem ciekawa jak to robisz, ze kończysz czytać te książki, których nie polecasz. Jak u mnie jest można i nie trzeba to przestaje czytać. I trochę mam potem poczucie straconego czasu, ale tez ciekawość, bo a nóż pod koniec się poprawiło? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham czytać (to mój ulubiony rodzaj relaksu) i czytam bardzo szybko, więc żaden problem skończyć - chyba że coś jest po prostu fatalne albo straszliwie dołujące. Porównałabym do jedzenia: nie trzeba codziennie jeść haute cuisine, żeby mieć mimo to przyjemność ze spożywania posiłku :-) Ale tak jak na Instagrama nie wrzucałam "zwykłych" zdjęć jedzenia, tak Wam nie polecam "zwykłych" książek.

      Usuń
  6. Ja sobie wybieram na listę do przeczytania, ale tak realnie to jestem w stanie przeczytać ok. 10 książek rocznie (jeśli nie liczyć Pucia i Jadzi Pętelki po 100 razy dziennie), więc oczywiście w pewnym momencie zaczynam już tylko przeglądać ;) Za to zawsze jestem bardzo ciekawa opinii na temat tych, które też czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze trochę i będziecie siedzieć obok siebie, każde z inną książką w ręku... :-)

      Usuń
  7. Po tym jak zasypałaś mnie komentarzami (w pierwszej chwili pomyślałam nawet, że to jakiś robot zaczął mnie nękać) ;-) postanowiłam, że w końcu się odważę i napiszę komentarz u Ciebie.
    Doczytałam do końca :) Od czterech lat właściwie nie czytam po polsku z powodu utrudnionego dostępu do polskich książek, m.in dlatego, że jeszcze nie zdecydowałam się na czytnik. Ale Twoje impresje czytelnicze bardzo mi się podobają i mam zamiar wykorzystać je w przyszłości, zwłaszcza że większości autorów nie znam. Na początek poszukam sobie zagranicznych autorów - pewnie będą dostępne tłumaczenia na tutejszy język, a przynajmniej niektóre z nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za stworzenie wrażenia bota! Po prostu gdy trafię na bloga, który mi się podoba - tak jak Twój - czytam zwykle bardzo dużymi porcjami (a czasem nawet całość w jeden czy dwa dni), więc faktycznie, gdy zostawiam komentarze, robi się ich sporo na raz.
      Cieszę się bardzo, że napisałaś i że planujesz skorzystać z tego, co napisałam! :-)
      A czytnik gorąco polecam - jest cudownym wynalazkiem: mały; lekki; przy sobie masz tyle książek ile tylko zapragniesz bez odczuwania ich ciężaru; gdy czytasz grube knigi, ręka się nie męczy; gdy robi się ciemno, nie musisz nawet zapalać światła. Spełniony sen nałogowca!

      Usuń

Publikowanie komentarza