Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2016

Mały skrawek raju - Dominikana.

Bardzo lubię wracać myślą do jedynych w moim życiu wakacji, na których byłam sama. Z jakichś przyczyn wiele osób obawia się samotnego podróżowania - czego nie potrafię zrozumieć. Owszem, zgadzam się, że najprzyjemniej jest dzielić radość z wyjazdu z kimś bardzo bliskim, ale jeśli takiej możliwości nie ma - zdecydowanie wolę pojechać sama niż w towarzystwie osób zaledwie lubianych albo całkiem przypadkowych (zwłaszcza na dłużej). Tak właśnie też zrobiłam w październiku 2013, udając się na Karaiby.

Wyczerpana psychicznie, ogromnie potrzebowałam wtedy odpoczynku. Był to dodatkowo mój pierwszy wyjazd poza Europę, toteż pamiętam do dziś uczucie ekscytacji, gdy koła samolotu, zabierającego mnie na Dominikanę, odrywały się od płyty lotniska. Jak nigdy wcześniej odczułam, że wreszcie opłacił mi się cały trud włożony zarówno w edukację, jak i zdobywanie doświadczenia zawodowego. Oto za własnoręcznie zarobione pieniądze uciekałam zimnu i niskim temperaturom, lodowatym deszczom i depresji jesi…

#Mzf odcinek kolejny, czyli zagadnienia różne.

Apostazja. W Szwajcarii, jeżeli jest się urodzonym z rodziców należących do kościoła katolickiego bądź protestanckiego, dziecko automatycznie także zostaje "przypisane" do danego kościoła. Nie jest jednak żadnym problemem wypisanie się z niego - załatwić tę kwestię można nawet poprzez e-mail. Dany kościół przysyła papierowe potwierdzenie wypisu wraz z wyrażeniem żalu, że dana osoba odchodzi - i nadziei, że jeszcze wróci. Wszystko w grzecznym, uprzejmym tonie, nie ma mowy o mnożeniu trudności (absurdalna konieczność sprowadzania kilku świadków czy jazdy do kościoła, w którym udzielono chrztu, itp. itd.) czy wręcz obcesowej odpowiedzi odmownej, jak często ma to miejsce przy próbie apostazji w Polsce. 
Mieszczaństwo. Jako że A. Szwajcarem jest z dziada pradziada, dowiedziałam się dzięki temu o interesującym fakcie. Otóż dzisiejsi Szwajcarzy - jak zresztą wszystkie narody europejskie - pochodzą od szlachty, chłopów oraz mieszczan (Bürger). W większości krajów nie ma to obecnie …

Takie tam, językowo.

Dla tych, co tl;dr - dziś językowo. Oraz dużo dygresji w nawiasach, uwielbiam umieszczać dygresje w nawiasach!
No i mamy, proszę Państwa, grudzień. Sama nie wiem, jak to się stało [tu wstawić standardowy tekst o szybkości upływu czasu - w dowolnej ulubionej formie]. W tym zakątku Szwajcarii, gdzie mieszkam, koniec listopada i grudzień objawiły się temperaturą ujemną; co prawda śniegu niestety brak, ale... dobra, dosyć o pogodzie. Przecież wcale nie miało być o pogodzie, miało być o języku.
Okazało się otóż na przykład, że dzielimy z ojcem A. podobne irytacje, jeśli chodzi o szkołę Migrosa. Ja, jak zapewne wszyscy czytelnicy pamiętają (była o tym długa notka, być może to ta właśnie, którą pominęliście, bo nie zawierała w sobie nic oprócz narzekań), zapisałam się na francuski, on zaś zapisał się niedawno na arabski; natomiast on, w przeciwieństwie do mnie, nie na poziom dla początkujących. Czyli tym bardziej można by - teoretycznie - oczekiwać kompetencji nauczyciela oraz - teoretyczni…

Długie słowa, czyli Aufenthaltsbewilligung oraz Niederlassungsbewilligung.

O co chodzi? A mianowicie o to, co najważniejsze dla emigranta w Szwajcarii: zezwolenie na pobyt, zwane z angielska "permit".   Aufenthaltsbewilligung to, jeśli wierzyć słownikowi Pons, "zezwolenie na pobyt okresowy dla określonych celów". Emigranci mogą znać je też pod nazwą permitu typu B. Niederlassungsbewilligung to zaś po prostu "zezwolenie na pobyt", znane też jako permit C. Jest kilka więcej typów tych zezwoleń, ale ze względu na to, że pozostałe znam tylko w teorii, skupię się na B i C.
Bez zezwolenia na pobyt obywatele UE mogą legalnie przebywać na terenie Szwajcarii do 3 miesięcy. Na szczęście, jeśli przyjeżdżamy tu do stałej pracy, uzyskanie zezwolenia typu B to czysta formalność - i z tym właśnie zezwoleniem zaczyna tutaj pracę każda obywatelka i obywatel Unii Europejskiej (dla ludzi spoza UE wygląda to inaczej; nie znam szczegółów). Permit typu B jest ważny 5 lat. Po upływie tego czasu bywa różnie (zależy od posiadanego obywatelstwa oraz inn…

Miasto pizzy i śmierci - Neapol.

W deszczową listopadową niedzielę, kiedy człowiek leży chory i z gorączką, spożywa prozdrowotnie wietnamski miód z rambutana i balijską szafranową herbatę, nad wyraz łatwo o to, żeby myśli pobiegły w kierunku dobrych wspomnień. Takich, w których niebo jest błękitne, słońce świeci i czuje się ten rozkoszny dreszczyk czystego szczęścia: bo ma się przed sobą cały dzień odkrywania nowego, w obcym kraju, daleko od domu.

Podróżowanie jest dla mnie jedną z najważniejszych części mojego życia i zarazem jedną z głównych przyczyn, dla których mam siłę wypełzać z domu o świcie w listopadowy czy styczniowy mrok i udawać się, chłostana deszczem, wiatrem lub śniegiem, w kierunku miejsca wypełniania obowiązków służbowych, wypełnionego sztucznym światłem jarzeniówek i niezliczonych monitorów oraz ludzkim gwarem; podczas gdy pozostawione w cichym, ciemnym mieszkaniu jeszcze ciepłe łóżko, na którym leżą śpiące koty, jest rajem codziennie na nowo utracanym. Pieniądze bowiem, w moim przynajmniej przypad…

Kilka rzeczowników o tubylcach i różnicach kulturowych.

Dialekt. Po pierwsze i najważniejsze: to, co definiuje każdego Szwajcara: schwiizer Tüütsch (schweizer Deutsch). Zarazem przekleństwo każdego cudzoziemca, który przyjechał do Szwajcarii z przekonaniem, że mówi się tu po niemiecku. Szkoły językowe oferują co prawda kursy dialektu, ale wyłącznie jego wersji zuryskiej. Sami Szwajcarzy uważają zaś dialekt za swój język i to nim właśnie domyślnie się porozumiewają. Wielokrotnie zdarzyło mi się słyszeć tubylców twierdzących, że niemiecki to dla nich język obcy (!) Wielokrotnie byłam też świadkiem sytuacji, kiedy np. mieliśmy w pracy wspólnie rozwiązać jakiś problem i potrzebna była do tego osoba trzecia... i wtedy słyszałam "wiesz co, ja mu to wyjaśnię w Mundarcie [die Mundart - dialekt], będzie szybciej". Ekscytacja, irytacja, rozbawienie, stres - i już rozmówca odruchowo przechodzi z niemieckiego na dialekt. (Koledzy z pracy bardzo często upominają się nawzajem, żeby mówić w mojej obecności po niemiecku - bo co i rusz któryś o …

O tym, jak zobaczyłam, co jest za kloszem i dlaczego szkoła Migrosa nie jest dla mnie.

Dla tych co tl;dr - narzekam. Ale mam powód! 
Postanowiłam zapisać się na francuski. Uczyłam się go kiedyś, bardzo dawno temu i bardzo krótko, jeszcze w podstawówce - a potem nie miałam z nim styku w ogóle: póki nie wyjechałam do Szwajcarii. Co prawda mieszkam w części niemieckojęzycznej, ale w tej francusko- czasami bywam, podobnie jak w Alzacji (bo blisko). Jak we wszystkich miejscach, gdzie językiem dominującym jest francuski, nagle okazuje się, że prawie nikt nie mówi ani po angielsku, ani oczywiście po niemiecku (bo że po polsku nie, to wiadomo. Ilu spotkaliście w życiu cudzoziemców nie-Słowian, władających płynnie polskim? Ja jednego. Niemca.) Co prawda francuski zna A., ale ja, jako osoba z natury samodzielna, czuję się zdecydowanie lepiej, gdy sama mogę rozumieć i rozmawiać. Dodatkowo języków uczyć się lubię, kursy dla początkujących są tanie - wyszukałam więc ofertę ze szkoły Migrosa i wyklikałam uczestnictwo. Niestety nie było opcji lekcji próbnej (a dlaczego niestety, o ty…

[na znaną melodię]: Pięć lat minęło... jak jeden dzień.

Dla tych co tl;dr - o emigracji, bardzo osobiście. Czujcie się ostrzeżeni.
Za oknem złota szwajcarska jesień. Dokładnie tak piękna, jak pięć lat temu, kiedy rozpoczęła się moja emigracja. Trudno uwierzyć, że to już pięć lat; wydaje się, jakby przed chwilą. Czas gna jak szalony, a im starsza jestem, tym prędzej. Za pięć minut obudzę się na emeryturze... Ale nie o tym chciałam. Okrągła (przynajmniej w systemie dziesiętnym) rocznica jest, jak wiadomo, dobrą okazją do podsumowań. O tym, dlaczego emigrację uważam za jeden z najlepszych pomysłów mojego życia, co w Szwajcarii mi się podoba, a co nie, pisałam kilka miesięcy temu. Nic w tej kwestii się nie zmieniło, nie ma sensu się powtarzać. Dziś mam ochotę ugryźć temat od drugiej strony, dla wielu osób zresztą kontrowersyjnej: o czuciu się Polką/Polakiem na emigracji. Na przykładzie, rzecz jasna, własnym.
Nie będę ukrywać, że z Polski wyjechałam, bo było mi tam po prostu źle. Źle pod wieloma względami - których nie zamierzam tu opisywać, b…

Zakupy internetowe.

Przyzwyczajona do rynku online w Polsce, w Szwajcarii przeżyłam niemiłe zaskoczenie. Nie dość, że sklepów internetowych jest relatywnie niewiele, to jeszcze bardzo często - wbrew, wydawałoby się, logice - w wielu z nich nie jest taniej niż w tych stacjonarnych. Dobrym przykładem są tu zoologiczne - korzystałam z kilku różnych (najczęściej Zooplus i Tautiershop) i choć jakość produktów jest bez zarzutu, a w zamówieniach nigdy niczego nie pomylono, to ceny są takie same, a czasem wręcz wyższe niż w sklepach stacjonarnych. Z szybkością wysyłki też bywa różnie; Zooplus potrzebuje czasem nawet i ponad tygodnia. 
Jeżeli chodzi o ubrania, buty i dodatki, wolę kupować je stacjonarnie. Ostatnio jednak, próbując się przełamać, robiłam zakupy w Zalando, Globusie i Manorze - w tym ostatnim po raz pierwszy. Paczka z Manora doszła dość szybko, ale jedna z bluzek była w kolorze innym niż zamówiłam. Może się zdarzyć, nieprawdaż, nikt nie jest idealny. Niezrażona, zadzwoniłam do BOK-u i spytałam, czy…

Kilka (no dobra, dużo) słów o sporcie.

Dla tych, co tl;dr - ewangelizacja truizmem nt. jakim i dlaczego dobrem jest sport. 
Przyznaję się bez bicia, że do tak zwanej aktywności fizycznej latami podchodziłam jak pies do jeża. Wuef był koszmarem dzieciństwa i wczesnej nastoletniości (do dziś zresztą żywiołowo nienawidzę siatkówki i koszykówki i namawiana do tychże, uciekam z krzykiem człowieka słusznie rozjuszonego). Z prawdziwą ulgą przyjęłam zwolnienie lekarskie, które pozwoliło mi nie zaprzątać sobie więcej głowy obowiązkowymi ćwiczeniami, aż do skończenia studiów. Owszem, wspinaczkę po górach, spacery nad morzem czy jazdę na rowerze lubiłam od zawsze - ale były to sporty uprawiane przez mnie okazjonalnie: góry z okazji wyjazdów na ferie czy wakacje, spacery i rower zaś tylko wtedy, gdy było słonecznie i ciepło (czyli, w najlepszym wypadku, jakaś 1/4 roku). Miałam też szczęście otrzymać w prezencie genetycznym szybki metabolizm, toteż nie pojawił się nigdy w moim życiu czynnik motywujący do ruchu pod hasłem "nadwaga…

Jak to z kupowaniem biletu było, czyli historyjka z morałem*

Bilety kolejowe można w Szwajcarii nabywać przy pomocy aplikacji na telefon. Jest to bardzo wygodne, dlatego od długiego czasu kupuję je tylko w ten sposób. A że rzadko kiedy chce mi się przejazd dokładnie zaplanować, najczęściej nabywam je w drodze na dworzec albo wręcz tuż przed wejściem do pociągu.  Jakiś czas temu zdarzyło się, że zdążyłam (w ostatniej chwili!) na wcześniejszy pociąg niż sądziłam, że zdążę. Bilet kupowałam - dosłownie - wsiadając. Naciśnięcia przycisku "kupuj" dokonałam w momencie, kiedy zamknęły się za mną drzwi, a pociąg ruszył. Ale... zamiast zobaczyć powiadomienie o pomyślnie zakończonej operacji, widziałam wciąż ekran oczekiwania. A za chwilę - timeout. Operacja nie powiodła się, brak kontaktu z serwerem. Nic to, zdarzyć się przecież może, pomyślałam, klikając znowu w "kupuj" i jednocześnie przypominając sobie o tym, że jestem w wagonie pierwszej klasy, a bilet kupuję na drugą, więc trzeba by do tej drugiej klasy przejść. No to idę. Tymcz…

Takie tam, o szukaniu pracy w Szwajcarii.

Przyszła jesień. Dzisiaj. Coś chciałam, ale co? Miałam jakieś tematy na notkę, ale już nie pamiętam. Marznę w pracy, jak zwykle. Koledzy nie marzną, jak zwykle. Nie wiem, ile razy już usłyszałam w Szwajcarii "ale jak to, przecież Ty jesteś z Polski, a tam to w ogóle jest ZIMNO!" Szczytem wszystkiego było, kiedy w poprzedniej pracy ja trzęsłam się z zimna, a kolega twierdził, że jest przyjemnie rześko. Kolega pochodził z Kamerunu. Życie jest niesprawiedliwe, a mężczyźni bardziej odporni na zimno. Udowodnione badaniami naukowymi, opisane np. tu. (Kiedy nadejdzie ten dzień, że będę ścigana przez headhunterów, ścielących mi pod stopy niesamowite kontrakty, zażyczę sobie własnego biura, w którym temperatura nie będzie nigdy spadać poniżej +30 C. Howgh).
A właśnie, co do headhunterów, a właściwie zatrudnienia jakiego takiego w pięknym kraju nadreńskim... Co się przydaje, żeby mieć i za co ceni się tu polskich pracowników? Rozpatrzę to na przykładzie dobrze mi znanym, czyli inżyni…